# Witamy w Iraku – dziennik podróży z Erbilu do Bagdadu

- Link: https://warsawtravelers.pl/blog/desert-horizons-2025-czesc-3-irak/
- Published: 2025-10-13T16:44:47+02:00
- Author: Filip Chochół

This post is also available in:  [⌊Przełącz na English⌉English](https://warsawtravelers.pl/en/blog/desert-horizons-2025-part-3-iraq/)

 Spis treści

## **Witaj czytelniku!**

To już trzecia część naszego pamiętniczka, a właściwie dziennika pokładowego — te
brudy z trasy bez filtra. Turcję mamy za plecami, jedziemy dalej: Irak (Erbil, Bagdad),
a potem krótki postój w Kuwejcie. Mniej „pocztówek”, więcej codzienności: checkpointy
i pieczątki, upał jak z pieca, czasem agregat zamiast prądu, klaksony na powitanie
i sporo zwykłej ludzkiej życzliwości po drodze.

To wciąż dziennik z drogi, nie przewodnik. Gdzie zostaliśmy dłużej i faktycznie 
coś zwiedzaliśmy, opisaliśmy osobno — tam znajdziesz praktyczne wskazówki, mapki
i jedzenie, które warto upolować.

Jeśli trafiasz tu pierwszy raz, rzuć okiem na wcześniejsze części:

 * 👉 Część 1 – [Z Polski do Turcji (pierwszy etap)](https://warsawtravelers.pl/blog/desert-horizons-2025-czesc-1-polska-turcja/)
 * 👉 Część 2 – [Turcja: Stambuł, Ankara, Kapadocja, Şanlıurfa](https://warsawtravelers.pl/blog/desert-horizons-2025-czesc-2-turcja/)

A całe centrum dowodzenia wyprawy — mapa trasy, partnerzy i wszystkie odcinki — 
czeka tu: 🏍️ [Strona projektu Desert Horizons 2025](https://warsawtravelers.pl/desert-horizons-2025/).
No to co, pasy zapięte? Jedziemy dalej.

## **Dzień 14: 11 września 2025, czwartek**

🇮🇶 [Irak, Erbil (Autonomiczny Region Kurdystanu)](https://maps.app.goo.gl/DHsuNG3U516412BeA)-
> 🇮🇶 [Irak, Bagdad](https://maps.app.goo.gl/xBJyW8rbN6DSKFaS8)

Witamy z Erbilu (po polsku bywa też „Irbil”, ale w sieci zdecydowanie częściej przewija
się „Erbil”). Wczorajszy dzień opisaliśmy w osobnym artykule — jeśli trafiasz tu
pierwszy raz, zerknij tam, bo jest o tym, gdzie jedliśmy, jak ogarnęliśmy fizyczną
kartę SIM i co nas zaskoczyło w stolicy kurdyjskiej autonomii. Dziś ruszamy do Bagdadu.
Tak, wiemy: przy tych temperaturach powinniśmy startować bladym świtem. To późne
wyjeżdżanie jeszcze zemści się przy drodze do Kuwejtu, ale o tym później. Znieśliśmy
bagaże do garażu, spakowaliśmy się, zabraliśmy wodę, zatankowaliśmy przed wyjazdem
z miasta (nie trafiliśmy na stację, która przyjmowałaby płatność kartą).

Kawałek za Erbilem jest pierwszy checkpoint do części federalnej. Checkpoint to 
po prostu punkt kontroli bezpieczeństwa prowadzony przez policję lub wojsko; zwalniasz,
pokazujesz dokumenty, czasem zadają kilka pytań i jedziesz dalej. Funkcjonariusze
zaprosili nas do budki, sprawdzili paszporty i wizy, dali nam butelki wody i powiedzieli
wprost: jeśli cokolwiek poczujemy, że jest nie tak, dzwonimy na 911. To zmienia 
perspektywę jazdy. O tym, jak wygląda prowadzenie motocykla w Iraku z poziomu kierowcy—
zasady na drodze, czego się spodziewać na checkpointach, czego nie robić — opowiadamy
w osobnym tekście.

Po drodze minęliśmy bodajże sześć checkpointów. Na każdym zeszło od dwóch do pięciu
minut: paszporty, wizy, czasem pytanie skąd i dokąd. Im bliżej Bagdadu, tym większy
korek i gorszy asfalt. Fotoradary jakby się rozpłynęły. Na checkpoincie przy wjeździe
do miasta staliśmy dłużej, ale tylko dlatego, że ogarniano dla nas wodę. Żołnierz
oparty o lufę karabinu wyglądał jak kadr z filmu, a my robiliśmy na mieście za małą
atrakcję. Trąbienia, machania, kciuki w górę — sporo sympatii.

Pod hotelem zaparkowaliśmy pod okiem ochrony. Panowie pilnowali nie tylko obiektu,
ale i naszego motocykla, więc nie czuliśmy się w ogóle zagrożeni. Dziś odpuściliśmy
zwiedzanie miasta wieczorem. Zamówiliśmy jedzenie przez Talabat (shawarma, bo czymże
innym, skoro cały miesiąc to nasz podstawowy pokarm haha), a w pobliskim sklepie
spożywczym trafiliśmy na polskie produkty. Widok serka „Łaciaty” w Bagdadzie trochę
nas rozbroił. 😅

Zaskoczyły nas zaniki prądu. W praktyce działa to tak, że miejska sieć ma częste
przerwy, więc sąsiedztwa i hotele podpierają się własnymi lub „wspólnotowymi” generatorami
dieslowymi. Kiedy sieć siada, włącza się agregat. To ratuje klimatyzację i światło,
ale ma minus: hałas i spaliny, które przy otwartym oknie potrafią wejść do pokoju.
Ten temat opisujemy szerzej przy bezpieczeństwie i praktyce podróżowania po Iraku—
tu tylko sygnalizujemy, żebyście nie zdziwili się, jeśli w nocy kilka razy zmieni
się brzmienie klimatyzacji.

 * ⌚️ **Czas jazdy:** 5 godzin 48 minut;
 * 🛣️ **Dystans:** 365 km;
 * 🏍️ **Średnia prędkość:** 75 km/h

 [ ⌊Tymczasowa rejestracja motocykla BMW z pieczęciami i arabskim formularzem.⌉ ](https://warsawtravelers.pl/cdn-cgi/image/quality=80,format=auto,onerror=redirect,metadata=none/wp-content/uploads/2025/10/desert-horizons-2025-iraq-temporary-registration-scaled.jpg)

 [ ⌊Nocny postój motocykla z nawigacją na Kurdistan Street w Kurdistanie, w korku obok samochodów.⌉ ](https://warsawtravelers.pl/cdn-cgi/image/quality=80,format=auto,onerror=redirect,metadata=none/wp-content/uploads/2025/10/desert-horizons-2025-road-026.jpeg)

 [ ⌊Para na motocyklu w hełmach i okularach, z bagażem podczas wyprawy w Kurdystanie.⌉ ](https://warsawtravelers.pl/cdn-cgi/image/quality=80,format=auto,onerror=redirect,metadata=none/wp-content/uploads/2025/10/desert-horizons-2025-road-025-scaled.jpeg)

## Dzień 16: 13 września 2025, sobota

🇮🇶 [Irak, Bagdad](https://maps.app.goo.gl/xBJyW8rbN6DSKFaS8) -> 🇮🇶 [Irak, Babilon](https://maps.app.goo.gl/UuT17Y92wmdWn3AV9)-
> 🇮🇶 Irak, Bagdad

Dzień wcześniej zrobiliśmy Bagdad „na nogach” i Careemem (taki lokalny odpowiednik
Ubera), a jeszcze przed zwiedzaniem podjechaliśmy motocyklem do biura [**Hamraa Insurance**](https://www.facebook.com/reel/673070898593298),
które ubezpieczało nasz motocykl na czas pobytu w kraju. Pogadaliśmy o realiach,
dostaliśmy drobne gifty, nagraliśmy dla nich krótką rolkę i… poszliśmy „na lunch”.
To „lunch” to trochę eufemizm – libańska kuchnia wjechała w trybie „nie odmawia 
się” i wróciliśmy ciężsi o kilka dobrych porcji.

Ale wracając do 13 września, to tego dnia zrobiliśmy wyskok do **Babilonu** – tego
właśnie, z podręczników do historii, który zawsze wydawał się gdzieś daleko poza
zasięgiem. Po drodze mijamy dwa, może trzy mniejsze checkpointy, a przed samą prowincją
Babilon trafiamy na większy, gdzie schodzi nam dłużej. Zapraszają nas do gabinetu
kogoś w rodzaju kierownika odcinka; padają pytania, czy mamy nocleg w okolicy, skąd
jesteśmy, czy jesteśmy youtuberami. Przez sekundę miałem ciarki, a Jadzia – klasycznie–
zero stresu. Tłumaczymy przez Google Translate, że śpimy w Bagdadzie, nie mamy bagaży
i nie ma sensu płacić dwa razy.

Kończy się bardzo serdecznie: wspólne zdjęcia, od nas w prezencie magnesy z naszym
logo Warsaw Travelers, u nich uśmiechy od ucha do ucha. Na początku totalnie nie
czuliśmy, co się dzieje i po co, a wyszła zwykła ciekawość i uprzejmość.

Po drodze widzimy z daleka jedną z posiadłości Saddama Husajna; wejść się nie da–
niby renowacja. Szkoda, bo wiemy, że niektórzy robią tam foty, ale z „lokalsem” –
a my lokalnego pośrednika nie mieliśmy przy sobie. Duża strata, bo jednak kawał 
historii mieliśmy pod nosem. Trudno.

Bagdad do Babilonu:

 * ⌚️ **Czas jazdy:** 1 godzina 47 minut;
 * 🛣️ **Dystans:** 107 km;
 * 🏍️ **Średnia prędkość:** 79 km/h

 [ ⌊Grupa osób przy motocyklu przed budynkiem firmy Al Hamra w Bagdadzie.⌉ ](https://warsawtravelers.pl/cdn-cgi/image/quality=80,format=auto,onerror=redirect,metadata=none/wp-content/uploads/2025/10/desert-horizons-2025-road-028.jpeg)

 [ ⌊Wielka flaga Iraku nad zielenią w Bagdadzie, na tle bezchmurnego nieba.⌉ ](https://warsawtravelers.pl/cdn-cgi/image/quality=80,format=auto,onerror=redirect,metadata=none/wp-content/uploads/2025/10/desert-horizons-2025-road-031-scaled.jpeg)

 [ ⌊Brama Isztar w Babilonie z motocyklistą i wyprawowym BMW GS.⌉ ](https://warsawtravelers.pl/cdn-cgi/image/quality=80,format=auto,onerror=redirect,metadata=none/wp-content/uploads/2025/10/desert-horizons-2025-road-030-scaled.jpeg)

 [ ⌊Desert Horizons Motorcycle Expedition w Babilonie, grupa ludzi z kaskami stojąca przy budynkach i palmie.⌉ ](https://warsawtravelers.pl/cdn-cgi/image/quality=80,format=auto,onerror=redirect,metadata=none/wp-content/uploads/2025/10/desert-horizons-2025-road-029-scaled.jpeg)

 [ ⌊Lodówka w irackim sklepie spożywczym z kubkami serka i śmietany.⌉ ](https://warsawtravelers.pl/cdn-cgi/image/quality=80,format=auto,onerror=redirect,metadata=none/wp-content/uploads/2025/10/desert-horizons-2025-road-027.jpeg)

W drodze powrotnej próbujemy jeszcze podjechać pod **Taq Kasrę** (łuk Ktezyfonu).
Jedziemy „dupami”, czyli mniejszymi miejscowościami, i przypadkiem zbliżamy się 
w okolice obiektu wojskowego. Przy jednym wiejskim checkpoincie zatrzymują nas na
dłużej, jakieś dwadzieścia minut. Musieliśmy czekać na akceptację kogoś z góry, 
że możemy jechać dalej. W międzyczasie funkcjonariusze pytają, czy wszystko mamy;
w pewnym momencie myślimy, że chcą od nas pieniądze, a oni… chcieli nam je dać, 
na wypadek gdybyśmy byli bez gotówki. Wody też chcą dorzucić. Gościnność totalna.
Finalnie okazuje się, że Taq Kasra i tak jest nieczynna, więc odpuszczamy. Wracamy
dłuższą drogą.

Wieczorem zaglądamy jeszcze na **al-Rasheed Street**. Pierwsze wrażenie jest dość
upiorne: półmrok, sporo kabli, zero ludzi, a potem nagle rozświetlona **Zaza Caffe**
i robi się normalniej. Wojsko krąży, patroluje, macha nam i znowu ktoś chętny dać
nam wodę. O samym Bagdadzie, poruszaniu się po mieście i najfajniejszych miejscach
piszemy szerzej w osobnym wpisie.

Babilon do Bagdadu:

 * ⌚️ **Czas jazdy:** 2 godziny 57 minut;
 * 🛣️ **Dystans:** 133 km;
 * 🏍️ **Średnia prędkość:** 57 km/h

## **Dzień 17: 14 września 2025, niedziela**

🇮🇶 [Irak, Bagdad](https://maps.app.goo.gl/wzSZEq8U1dJeJdSr6) -> 🇰🇼 [Kuwejt, Kuwait City](https://maps.app.goo.gl/aqLM8o3ZEAQuwSHMA)

Wyjazd przed południem to był strzał w kolano. Słońce prażyło jak z pieca: 43–45
°C na termometrze, w kasku pewnie bliżej 50. Kilometry nawigacja liczyła jak na 
złość powoli, a my topiliśmy się w meshowych ciuchach. Po obu stronach drogi ciągnęły
się hałdy śmieci — ogromne, ciągłe pasy plastiku, bez dłuższej przerwy aż do setek
kilometrów przed granicą z Kuwejtem. Ludzie w kraju cudownie życzliwi, ale ten śmietnikowy
krajobraz daje po głowie.

Na jednym z postojów dzieciaki podlewały trawę. Wystarczyło jedno gestykulowane „
daj węża” i chwilę później mieliśmy upragniony zimny prysznic ze szlaucha. Ulgę 
poczuła szczególnie Jadzia – zaczęły się pierwsze sygnały przegrzania, więc zatrzymywaliśmy
się częściej. Problem w tym, że zjazdów „pod cień” praktycznie nie było. Po drodze
mignęły nam bunkry i wojskowe pozostałości, które przypominają, że to nie jest zwykła
autostrada w środku Europy.

Na stacji, gdzie czekaliśmy na cysternę z paliwem, ktoś przyniósł nam michę świeżych
fig – nie jedną, całą michę 😂. Fajne, tylko co z tym zrobić na motocyklu? Ja takich
rzeczy nie jadam, więc Jadzia dostała komplet prezentu. Zjadła tyle, ile się dało,
a resztę „przepchnęliśmy” dalej – wytłumaczyliśmy sąsiadom z innego samochodu na
migi, że to prezent „od nas”, i miska zaczęła krążyć między autami xD.

Ale na innej stacji paliw już odczuliśmy drobny scam: młodziak przy dystrybutorze
wrobił nas, że za mało zapłaciliśmy za paliwo o 10 zł, co już wtedy powinno zapalić
mi czerwona lampkę. Przy tej temperaturze nie było już siły na przepychanki – trudno,
lekcja na przyszłość. Chwilę później inny małolat macał nam kamerkę na motocyklu
i trzeba go było przegonić. Takie dwie wpadki pod rząd zapadają w pamięć, choć warto
dopisać cały obraz: przez resztę pobytu w Iraku nic podobnego się nie wydarzyło.
Wszędzie mogą się trafić ludzie, którzy wykorzystają chwilę nieuwagi – ważne, żeby
nie uogólniać i pamiętać, że to wyjątki, nie reguła.

Wyjazd z Iraku zajął chwilę. Jadzia poszła na kontrolę osobistą, mnie to ominęło.
Paszporty przejrzane, pies obwąchał bagaże. Na granicach to normalne, choć mieliśmy
wrażenie, że strażnikom bardziej zależy na „procedurze” niż na tym, żeby nas sprawnie
wypuścić. Pod budynkiem irackiej odprawy paszportowej od razu obskoczyli nas fixerzy–
to lokalni pośrednicy, którzy za opłatą prowadzą przez stanowiska, podpowiadają,
co gdzie zanieść, czasem coś wypełnią i ogarną tłumaczenie. Swoje liczą: około 70
zł za „pomoc” to w tych realiach konkretna kwota. Zapłaciliśmy, poszło szybciej.
Na końcu znowu pies służbowy – tym razem rozemocjonowany do tego stopnia, że prawie
rozerwał rollbaga, a gościowi za nami rozpruł walizkę. Nie wyglądało, żeby coś wyczuł;
raczej temperament lub brak wyszkolenia.

 [ ⌊Kokpit motocykla ekspedycji Desert Horizons w Iraku, z ekranem nawigacji i licznikiem na 0 km/h.⌉ ](https://warsawtravelers.pl/cdn-cgi/image/quality=80,format=auto,onerror=redirect,metadata=none/wp-content/uploads/2025/10/desert-horizons-2025-road-034-scaled.jpeg)

 [ ⌊Motocyklowa ekspedycja na postoju przy stacji w Iraku; kobieta w kasku je przekąskę.⌉ ](https://warsawtravelers.pl/cdn-cgi/image/quality=80,format=auto,onerror=redirect,metadata=none/wp-content/uploads/2025/10/desert-horizons-2025-road-033-scaled.jpeg)

 [ ⌊Desert Horizons Motorcycle Expedition przy kontroli paszportowej na granicy z Irakiem⌉ ](https://warsawtravelers.pl/cdn-cgi/image/quality=80,format=auto,onerror=redirect,metadata=none/wp-content/uploads/2025/10/desert-horizons-2025-road-035-scaled.jpeg)

Po stronie Kuwejtu od razu inny klimat. Najpierw paszporty i… kawa, herbata, jakieś
przekąski. Bardzo, bardzo miło. Motocykl jedzie na rentgen, Jadzia trafia do klimatyzowanego
pomieszczenia dla kobiet (i tylko ona dostała herbatę – miły, choć trochę zagadkowy
zwyczaj). Przegrzanie nie odpuszczało, więc to chłodne pomieszczenie było zbawieniem.
Zostaje jeszcze obowiązkowe ubezpieczenie pojazdu; urzędnik długo gapi się w polski
dowód rejestracyjny i za numer rejestracyjny postanawia użyć… kodu pocztowego urzędu
w Warszawie. Dokument „międzynarodowy”, a jednak po polsku – nic dziwnego, że rodzi
konsternację.

Do hotelu dojeżdżamy wieczorem, kompletnie wykończeni. Motocykl ląduje pod samym
wejściem, recepcja ma na niego oko, a my gasimy pożar u Jadzi… Taco Bellem. Działa
od ręki – jak nowo narodzona. O kradzież w Kuwejcie się nie martwiliśmy wcale. Szczerze,
przez całą trasę mało kiedy mieliśmy takie myśli; bardziej w Serbii czy Bułgarii,
i to też krótkie momenty.

Oglądamy jakieś filmiki jeszcze przez chwilę w tle, prysznic, i odpadamy. Jutro 
zwiedzanie Kuwejtu i pierwsze praktyczne starcia z tutejszą codziennością.

 * ⌚️ **Czas jazdy:** 10 godzin 22 minuty;
 * 🛣️ **Dystans:** 669 km;
 * 🏍️ **Średnia prędkość:** 100 km/h

## **Czas na odpoczynek w Kuwejcie**

Po takim strzale kilometrów wreszcie zwalniamy — Kuwejt to dla nas chwila na złapanie
oddechu, trochę miejskich widoków, zatoka, klima na full i proste rzeczy, które 
po długiej trasie smakują najlepiej. Tu nie będzie epopei: następny odcinek będzie
krótszy, bo i kraj mniejszy, ale klimat wart osobnej kartki w naszym pamiętniczku.

Jeśli interesuje Cię, co konkretnie zobaczyć i jak spędziliśmy czas w Kuwait City(
gdzie podjechać nad wodę, co zjeść, jak ogarnąć praktyczne drobiazgi), przygotowaliśmy
do tego osobny tekst — nasz dzienniczek – pamiętniczek to inna para kaloszy. [A teraz lecimy dalej: zapraszamy do kolejnej części z Kuwejtu, już na luzie i bez pośpiechu.](https://warsawtravelers.pl/blog/desert-horizons-2025-czesc-4-kuwejt/)
😊

A jeśli poza pamiętnikiem ciekawi Cię też „ile to wszystko kosztuje”, [to mamy osobne podsumowanie finansów Desert Horizons](https://warsawtravelers.pl/blog/ile-kosztowala-wyprawa-desert-horizons/)—
prognoza vs rzeczywistość, bez ściemy 💸📊 W Kuwejcie zresztą paliwo zrobiło nam
miłą niespodziankę 😉
