Saudi arabia, al ula hegra transport by land rover Saudi arabia, al ula hegra transport by land rover

Co zobaczyć w Al Uli – Hegra, stare miasto i inne atrakcje

Najciekawsze atrakcje Al Uli: Hegra wpisana na listę UNESCO, stare miasto i punkty widokowe. Przewodnik po miejscach, które warto zobaczyć.

This post is also available in: EnglishEnglish

Spis treści

Cześć! 👋

Do Al Uli ciężko wpaść przy okazji. Żeby tu dotrzeć, trzeba świadomie zaplanować mały (albo i większy) objazd — i właśnie tak u nas to wyglądało. Wjechaliśmy tu od strony Kuwejtu, w środku naszej motocyklowej trasy z Polski do Omanu, z głową pełną zdjęć i z ciekawością, czy cały ten szum w internecie jest w ogóle zasłużony.

Szum jest. I to nie tylko przez krajobraz, ale też przez skalę tego, co dzieje się tu turystycznie. Royal Commission for AlUla celuje w około 1 milion odwiedzin rocznie do 2030 roku, a w 2024 region miał około 286 tys. gości, więc wciąż jest na etapie intensywnego rozwoju, a nie „zadeptanego klasyka”. Dla formalności te Royal Commission to instytucja, która prowadzi i koordynuje rozwój turystyczny oraz rewitalizację całego regionu Al Ula (coś więcej niż taki urząd miejski).

W tym wpisie zebraliśmy nasze wrażenia i kilka praktycznych obserwacji z miejsc, które udało nam się zobaczyć.

A jeśli chcecie złapać pełny kontekst naszej wrześniowej wizyty i tego, jak Al Ula wpasowała się w całą trasę Polska – Oman, to podrzucamy dwa miejsca, od których warto zacząć:

Wpadliście tu na start? Spoko — ten wpis jest konkretnym rozwinięciem naszego czasu w Al Ula. W poprzednim wpisie zebraliśmy wrażenia z miejsc, które udało nam się zobaczyć, plus codzienną praktykę: gdzie spaliśmy, jak wyglądały koszty jedzenia i co realnie da się ogarnąć bez budżetu z kosmosu 🙂

Stare Miasto

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Stare miasto w Al Ula to jeden z tych punktów, które pokazują, jak bardzo Arabia Saudyjska potrafi dziś „odkurzyć” historię i sprzedać ją w bardzo nowoczesnym opakowaniu. Jeszcze kilka lat temu Al-Deira była raczej ruiną znikającą w piachu, a szeroka rewitalizacja ruszyła na serio po 2017 roku, kiedy powołano Royal Commission for AlUla. Market Street udostępniono zwiedzającym w 2021 roku, a miejsce zaczęło wracać do życia w formie, którą widać dzisiaj: spacerowe uliczki, światła, restauracje i masa detali dopięta tak, żeby wszystko wyglądało na przemyślane i „premium”.

Z naszego punktu widzenia to jest naprawdę ładnie zadbane : czuć (pinionc haha), że to projekt z dużym budżetem w tle, choć trudno znaleźć publiczną kwotę przeznaczoną wyłącznie na samo stare miasto. Wiadomo natomiast, że cały plan Journey Through Time dla Al Ula jest wyceniany na około 15 mld dolarów i startuje właśnie od Old Town.  Na miejscu to po prostu widać: odrestaurowane fragmenty zabudowy, konsekwentna estetyka i turystyczna infrastruktura, która nie wygląda jak zrobiona „po kosztach”.

W ciągu dnia potrafi tu być spokojniej i zdecydowanie goręcej (zwłaszcza w lato), więc życie zaczyna się na serio po zachodzie słońca. Wieczorem ulice robią się znacznie bardziej klimatyczne, a ludzi jest dużo więcej.  Jeśli traficie na dzień z lampą, różnica jest ogromna: w cieniu jest przyjemnie, ale bez niego słońce potrafi szybko spuścić powietrze z entuzjazmu.

Jest tylko jedna rzecz, która może lekko ukłuć po kieszeni. Część lokali wygląda na skrojoną bardziej pod majętnych klientów, a ceny pamiątek potrafią rozbawić lub zirytować — o cenach magnesów już nawet nie wspominajmy.

O czym warto pamiętać przyjeżdżając tutaj autem?

  • Do samego starego miasta nie wjedziecie.
  • Najwygodniej zostawić auto na parkingu od północy albo od południa.
  • Między parkingami a wejściem kursuje bus dowożący ludzi.
  • Wzdłuż Old Town biegnie droga przejeżdżająca przez całą Al Ulę, ale nie ma tam sensownej opcji zatrzymania się „na chwilę”, więc parking + shuttle bus to i tak najlepszy wariant.

Oazy przy Starym Mieście

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Ta zielona plama przy Starym Mieście to świetny kontrast do całej tej pustynnej scenografii. W praktyce wchodzicie w spokojną strefę palm i ogólnie „oddechu”, która jest częścią większej oazy Al Ula – miejsca ważnego historycznie i dziś mocno rewitalizowanego w ramach projektów rozwoju regionu. UNESCO i Royal Commission for AlUla od 2021 roku współpracują właśnie nad ochroną dziedzictwa i „obudzeniem” oazy z korzyścią dla lokalnej społeczności.

Dla nas to był idealny punkt na spokojny spacerek, szczególnie kiedy chcieliśmy trochę spalić kalorie bez napinki na kolejne „must see”. Jest tu dużo palm, ścieżki są przyjemne, a klimat o wiele bardziej chillowy niż na głównych deptakach.

Logistycznie działa to bardzo podobnie jak przy Old Town. Auto najlepiej zostawić na parkingu i podejść pieszo – bez kombinowania z zatrzymywaniem się przy drodze biegnącej wzdłuż starego miasta. Sama oaza jest też elementem większej osi regeneracji zwanej Cultural Oasis, czyli „zielonego płuca” łączącego Old Town z Dadan i Jabal Ikmah w ramach planu Journey Through Time.

Elephant Rock

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Bez fałszywej skromności — to miejsce ma u nas status specjalny, bo właśnie tutaj zaręczyłem się Jadzi 😄 A że słoniki kojarzą się ze szczęściem, wszechświat tylko przyklepał decyzję.

Geologicznie sprawa jest prosta i przez to bardzo czytelna. Jabal AlFil (bo taka jest oficjalna nazwa) to ogromna naturalna formacja piaskowcowa, którą wiatr i erozja przez lata wyrzeźbiły w kształt, obok którego nie da się przejść obojętnie. Jedno spojrzenie i nie ma wątpliwości, skąd wzięła się słoniowa nazwa.

Najlepiej wpaść tu wieczorem. Skała jest podświetlana, klimat robi się bardzo „desert chill”, a miejsce wyraźnie ożywa po zachodzie słońca. Oficjalnie Elephant Rock działa od popołudnia do północy, z wydłużonymi godzinami w wybrane dni, więc plan jest prosty: wieczorny przystanek, a nie szybka fota w południowym słońcu.

Na żywo wygląda to świetnie, ale telefony nocą potrafią zgubić fakturę skały i całą magię światła. Jeśli macie aparat i jasne szkło, da się tu złapać naprawdę dobre kadry — szczególnie chwilę po zachodzie, kiedy niebo jeszcze trzyma kolor.

Logistyka? Bezproblemowa. Miasto przygotowało normalną strefę dla odwiedzających: parking, dojścia piesze, miejsca do siedzenia i gastronomię w pobliżu. Dojazd nie jest asfaltowy, ale nawet zwykłe sedany radzą sobie bez stresu.

Hegra

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Jeśli ktoś miałby nam powiedzieć, że w Al Ula można odpuścić jeden „duży” punkt, to Hegra na pewno nie byłaby na tej liście. W skrócie: to najważniejsze miejsce z czasów Nabatejczyków w Arabii Saudyjskiej i jednocześnie pierwszy obiekt UNESCO wpisany w tym kraju. Grobowce są świetnie zachowane, a cały kompleks był drugim najważniejszym miastem Nabatejczyków po Petrze w Jordanii. I tu naprawdę czuć ten sam „rodzinny klimat” architektoniczny – tylko w innej skali i w innym pejzażu.

W praktyce ogląda się monumentalne grobowce wykute w piaskowcu, głównie z I wieku p.n.e. i I wieku n.e. Można by pomyśleć, że to jakieś losowe skały z fajnym kształtem na mapie – ale nic z tych rzeczy. To konkretne historie zapisane w fasadach, inskrypcjach i całym układzie nekropolii. UNESCO podkreśla też liczne napisy i ślady wcześniejszych kultur, więc miejsca „do czytania” jest tu więcej niż się wydaje na pierwszy rzut oka.

Jak tu wszystko działa organizacyjnie?

I tu ważny praktyczny konkret, bo łatwo się zdziwić.

Nie wjeżdża się i nie chodzi po Hegrze samodzielnie. Zwiedzanie jest zorganizowane w formie wycieczek, najczęściej autokarem. Najtańsza i podstawowa opcja startuje od 95 SAR, a całość trwa mniej więcej 2 i pół godziny z wysiadaniem i wsiadaniem. Lokalny przewodnik prowadzi narrację po angielsku i po arabsku, zależnie od grupy. Rezerwacja z wyprzedzeniem jest mocno wskazana.

I to ma sens, bo obszar jest ogromny. My też początkowo myśleliśmy, że podjedziemy i po prostu pójdziemy na piechotę (serio XD) – dopiero na miejscu dociera, że bez zorganizowanego transportu byłoby to logistycznie męczące i mało realne.

Żeby było uczciwie i po ludzku: na początku było trochę nerwowo. Przyjechaliśmy nie o czasie otwarcia, jeszcze chwilę czekaliśmy na obsługę, a potem usłyszeliśmy klasyczne „sorry, nie ma miejsc”. No średnio to brzmi, kiedy wpadasz tu po dłuższej trasie.

Na szczęście w całej tej akcji nie zostaliśmy sami. Na miejscu trafiliśmy na parę Polaków: Łukasza i Magdę – którzy mieli swojego przewodnika. Ten, gdy usłyszał naszą historię o tym, że dojechaliśmy tu z Polski motocyklem, po prostu wziął sprawy w swoje ręce i skołował nam wejście. Tak wpadliśmy na przejażdżkę oldschoolowym Land Roverem, za którą normalnie trzeba zapłacić około 700 SAR, zamiast zwykłego biletu autokarowego. Z frustracji zrobił się nagle dzień frajdy, a Łukaszowi i Magdzie do dziś jesteśmy za to wdzięczni.

Co się ogląda po drodze

Autokar albo terenówka wozi od punktu do punktu, więc zwiedzanie ma rytm krótkich przystanków i szybkich przeskoków przez naprawdę ogromny teren. Dopiero na miejscu człowiek łapie, czemu opcja „przyjeżdżamy i sobie chodzimy” byłaby tu średnio realistyczna. Trasa zahacza o kilka stref z grobowcami i skałami – m.in. Jabal Ahmar i Jabal AlBanat – a później wpada też Jabal Ithlib, który fajnie zmienia klimat, bo zamiast kolejnej serii fasad masz bardziej „wejście w skały” i trochę cienia.

Najbardziej ikoniczny punkt programu to Qasr al-Farid. Na żywo robi wrażenie nawet wtedy, jeśli widzieliście go wcześniej na setkach zdjęć. Samotny, monumentalny, stoi jak osobny pomnik wycięty w piaskowcu – i właśnie przez ten dystans od reszty wygląda jeszcze mocniej.

Jeśli szukać jednego kadru, który streszcza Hegrę, najpewniej padnie właśnie na niego. I tak, spokojnie wytrzymuje porównania z Petrą — nawet kiedy temperatura dobija do 40 stopni.

Pamiątki? Jak w całej Al Uli: ceny potrafią odlecieć. Lepiej nastawić się na region zrobiony „premium” i nie liczyć na okazje, szczególnie w topowych punktach.

Maraya

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Nie ma co udawać — obok Marayi nie da się przejść obojętnie. W tej dolinie wygląda jak kosmiczny klocek, który spadł z orbity i postanowił odbijać absolutnie wszystko dookoła. I dokładnie o to tu chodzi, bo nazwa Maraya oznacza po arabsku „lustra/odbicia”.

To wielofunkcyjna sala koncertowo-eventowa zamówiona przez Royal Commission for AlUla, otwarta pod koniec 2019 roku. W krótkim czasie zgarnęła też rekord Guinnessa jako największy budynek pokryty lustrzaną elewacją — mowa o 9 740 m² „mirror skóry”. Na żywo to bydle naprawdę robi wrażenie, bo bryła potrafi „zniknąć” w krajobrazie albo świecić tak, że aż człowiek mruży oczy.

Organizacyjnie warto wiedzieć jedno: na teren Marayi nie wchodzi się od tak. Dostęp do wnętrza jest zarezerwowany dla osób z biletami na konkretne wydarzenia albo dla tych, którzy mają zorganizowane zwiedzanie. Oficjalne zwiedzanie (Maraya Tour) ma normalne bilety — 95 SAR dla dorosłych.

Parking jest na miejscu, więc nie trzeba robić żadnych długich spacerów „logistycznych”. A jeśli ktoś ma ochotę, okolica sama zachęca do krótkiego obejścia — piasek obok Marayi wygląda tak równo, że człowiek ma odruch chodzić ostrożnie, jak po świeżo przystrzyżonym trawniku.

Pro tip od nas: jeśli planujecie choć jedną noc w jednym z obiektów Habitasa (np. w Caravan), warto dorzucić Marayę przy tej okazji, żeby nie płacić osobno za wejście. Inna sprawa, jeśli interesuje was zwiedzanie od środka z całym zapleczem: salą, backstage’em, trybunami i dachem — wtedy osobny bilet ma jak najbardziej sens.

I ważne ustawienie oczekiwań: to nie jest stadion. Bardziej kameralna sala w spektakularnym opakowaniu. A całe otoczenie robi tu połowę wrażeń — skały, przestrzeń i lustrzany efekt sprawiają, że nawet krótka wizyta zostaje w głowie na długo.

Podsumowanie

Al Ula to nie tylko kilka punktów, które wrzuciliśmy wyżej. To raczej pierwsza warstwa — taki „starter”, po którym dopiero zaczyna się rozumieć, jak duży i różnorodny jest cały region. My na pewno wrócimy tu jeszcze po więcej, ale już w okresie bardziej przyjaznym do zwiedzania, bo przy 40–41 stopniach człowiek potrafi docenić piękno… na raty.

Jest tu przepięknie. Klimat trochę jak mini-Grand Canyon — bez przesady, widoki serio potrafią wyłączyć myślenie. I jednocześnie nie ma co ściemniać: część atrakcji jest mocno ustawiona pod zamożniejszego klienta. Czuć to w restauracjach i w pamiątkach, które potrafią kosztować absurdalne pieniądze. Da się jednak ogarnąć Al Ulę bez zarabiania miliona dolarów miesięcznie 😄 Wystarczy trzymać się sensownego planu i nie wskakiwać w każdą „premiumową” opcję tylko dlatego, że akurat stoi obok.

Największy tip jest prosty: wynajęty samochód bardzo ułatwia życie. Samo jeżdżenie po regionie daje mnóstwo frajdy i pozwala zobaczyć dużo więcej niż tylko topowe punkty z listy. U nas też wyszło sporo kilometrów, mimo że ten wyjazd był raczej odpoczynkiem niż codziennym wstawaniem o świcie i gonieniem za kolejnym punktem.

Widać też, że Al Ula jest w bardzo mocnej fazie rozwoju. Royal Commission for AlUla od lat pompuje tu ogromne środki w odbudowę i infrastrukturę, a sercem tej wizji jest plan Journey Through Time z budżetem szacowanym na ponad 15 mld USD. Niedawno pojawiły się też informacje o kolejnych projektach inwestycyjnych dla sektora prywatnego wartych ok. 6 mld SAR, które mają być oferowane pod koniec 2025 lub na początku 2026. To się po prostu czuje na miejscu – za kilka lat część okolicy może wyglądać zupełnie inaczej.

Jeśli będziecie potrzebować jeszcze jakichś pro tipów od nas, to napiszcie przez kontakt albo zostawcie komentarz – na pewno odpiszemy szybko 😃

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *