Muscat i okolice - nasze top miejsca bez zbędnego biegania
Oman, muscat grand mosque Oman, muscat grand mosque

Muscat i okolice – nasze top miejsca bez zbędnego biegania

Planujesz wypad do Muscat? Zobacz miejsca, które robią wrażenie, i prosty plan na 2–3 dni, żeby dużo zobaczyć na luzie, bez gonitwy i frustracji.

Ten wpis jest również dostępny w języku: EnglishEnglish

Spis treści

Heja!

Oman był dla nas kropką nad i całej wyprawy Desert Horizons – takim finiszem, w którym w końcu można zdjąć kask, odetchnąć i przestać gonić. Zamiast latać od pinezki do pinezki, postawiliśmy na spokojne tempo i normalne zwiedzanie, a nie poranny sprint jak na Gubałówkę i szybka przesiadka na Kasprowy. 😄

I w sumie dobrze, bo Oman już dawno przestał być “tajną miejscówką”. To kraj, do którego realnie wpadają miliony ludzi – sam raport statystyczny podaje ok. 2,3 mln odwiedzających już do końca lipca 2024.  A w całym 2024 mówi się o ok. 3,8 mln odwiedzających. 

W tym wpisie zbieramy miejsca, które udało nam się zobaczyć w Muscat i okolicy – bez napinki i bez udawania, że „musicie” zaliczyć wszystko. Jeśli bardziej kręcą Was nasze ogólne wrażenia z Omanu (klimat, logistyka, jak się żyje na miejscu, gdzie spaliśmy), to podrzucamy osobny artykuł tutaj: 🇴🇲 Oman w praktyce. A jeśli chcecie wejść głębiej w temat samej wyprawy, trasa i kontekst są opisane na stronie projektu: 🏍️ Desert Horizons 2025.

Sultan Qaboos Grand Mosque

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Jeśli macie w stolicy Omanu zobaczyć jeden „pewniak”, to ten meczet jest warty uwagi. Ogromny teren, dopracowane detale, dużo przestrzeni i ten porządek, który od razu ustawia klimat całej wizyty. Sama świątynia stoi w dzielnicy Bawshar i jest traktowana jako najważniejszy punkt na mapie Muscatu – taki obowiązkowy pierwszy strzał, żeby złapać skalę Omanu. Skala obiektu wyrywa trochę z butów jeszcze zanim wejdziesz do środka. Cały teren kompleksu ma ok. 416 000 m², a meczet może pomieścić do 20 000 wiernych.  Sama główna sala modlitewna jest zaprojektowana, aby pomieścić ok. 6 500 osób, a nad nią dominuje centralna kopuła.

Pomysł budowy ruszył na początku lat 90. — sułtan Qaboos miał zlecić budowę „wielkiego meczetu” w 1992 r., a projekt wybrano w konkursie architektonicznym.  Budowę zaczęto w grudniu 1994 r., a całość ukończono i otwarto w 2001 r. (w praktyce wyszło ok. 6 lat i 7 miesięcy robót). 

Ważne: do środka (dla osób niebędących muzułmanami) wpuszczają tylko w konkretnym oknie czasowym. Oficjalnie jest to codziennie poza piątkiem, od 8:30 do 11:00.

Strój też ma znaczenie i to jest temat, na którym najłatwiej się odbić od wejścia. Obowiązuje skromny ubiór, a u kobiet dodatkowo zakryte włosy. Jeśli ktoś nie ma odpowiednich rzeczy, na miejscu da się ogarnąć wypożyczenie stroju. W praktyce wychodziło to około 25 zł za komplet za ubiór dla kobiety.

Wstęp w naszym przypadku był za darmo, ale od stycznia 2025 pojawiały się w Internecie informacje o wprowadzeniu opłat dla części odwiedzających (przy jednoczesnym utrzymaniu bezpłatnego dostępu dla wizyt religijnych/kulturalnych/naukowych). Najlepiej zerknąć przed wejściem na aktualne zasady.

Na plus jest to, że dojazd jest prosty i nie ma stresu z autem/motocyklem — przy meczecie jest parking i zazwyczaj da się stanąć bez kombinowania.

Królewski Teatr Operowy

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

W Muscat ciężko przejść obok tego miejsca obojętnie, nawet jeśli opera nie jest Waszą bajką. „Tu jest jakby luksusowo” – dokładnie to nam się wyrwało na starcie 😄, ale bez przesadnego przepychu: biała bryła, czysto, równo, wszystko wygląda jak dopięte na ostatni guzik.

Royal Opera House Muscat otwarto 12 października 2011 roku. Obiekt powstał na polecenie sułtana Qaboosa i ma ok. 1100 miejsc na widowni, więc skala jest w pełni „poważna”, nie tylko pod fotki z zewnątrz.

Zwiedzanie ogarnia się przez wejściówki w kasie (u nas płatność kartą przeszła bez problemu). Dla dorosłych bilet na taki „house tour” często kosztuje ok. 3.15 OMR.  I tu ważna uwaga z życia: przed przyjazdem serio sprawdźcie, czy akurat wpuszczają do środka. My trafiliśmy na dzień przed eventem i część obiektu była po prostu niedostępna – ale następnego dnia w ramach tej samej wejściówki udało nam się zobaczyć główną salę.

W środku najbardziej siada sama sala (robi wrażenie nawet na osobach, które nie odróżniają opery od koncertu 😅), a po drodze wpadają też różne „muzyczne” smaczki – instrumenty w gablotkach i kilka elementów pokazujących, jak ten obiekt jest technicznie pomyślany. Sama opera jest projektowana tak, żeby dało się przestawić przestrzeń z trybu teatralnego na koncertowy, więc to nie tylko ładny budynek, ale i konkretna maszynka do grania. 

Plaża Qurum

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Po zwiedzaniu, upale i jeżdżeniu po mieście Qurum ratuje życie. Plaża leży w dzielnicy Al Qurum i ma dokładnie ten klimat „idziemy na spacer bez planu”, a nie „jedziemy zaliczać atrakcję”. W praktyce sporo osób przychodzi tu na zachód słońca, jogging, spokojny spacer po piasku i po prostu przewietrzyć głowę. 

Organizacyjnie jest łatwo: dojazd prosty, parking w okolicy da się ogarnąć bez dramatu, a na miejscu nie ma żadnych biletów ani bramek.

Mały tip „lokalny”: jak wszędzie w Omanie, warto trzymać się bardziej zachowawczego stroju poza samą kąpielą, szczególnie jeśli schodzicie z plaży do knajpek/kafejek w okolicy.

Qurum Natural Park

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Taki ot – po prostu zwykły, miejski park na chwilę przerwy od Muscat. Wpadliśmy tu wieczorem, żeby się przejść i przewietrzyć głowę — i dokładnie do tego to miejsce się nadaje. Bez wielkiego „wow”, bez atrakcji życia, ale jako przystanek na spacer działa.

Na plus jest przestrzeń, bo park jest naprawdę duży.  Są alejki, trochę zieleni, ławki, jeziorko z fontanną i kilka miejsc, które robią za tło do zdjęć, ale raczej nie planowalibyśmy pod to całego dnia. 🤣

Obok działa też mała strefa rozrywkowa / lunaparkowa. Wygląda to dość przeciętnie, więc traktujcie ją bardziej jako dodatek „dla dzieciaków”, a nie coś, po co specjalnie warto tu jechać.

Mutrah Souq

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Mutrah Souq ma ten klasyczny „arab bazar” vibe: wąskie przejścia, zapach kadzidła i setki drobiazgów, które nagle zaczynają wyglądać jak świetna pamiątka (nawet jeśli w domu nie macie na to miejsca). To jeden z najstarszych targów w regionie i przez wieki działał jako handlowe serce portu w Muscat – towary wpadały tu m.in. z Indii, Chin czy Europy.

Co się tu kupuje? Klasyki Omanu: kadzidło (frankincense), perfumy/olejki, biżuteria, tekstylia, lokalne pamiątki, rękodzieło, ceramika, przyprawy. Jak lubicie takie miejsca, łatwo tu utknąć na dłużej niż planowaliście.

Mutrah Corniche

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

To świetny odcinek na spokojny spacer nad wodą, zwłaszcza jeśli kręcicie się w okolicy souku. W krajach arabskich słowo „corniche” oznacza po prostu nadmorską promenadę — taki deptak wzdłuż zatoki, gdzie ludzie wychodzą się przejść, posiedzieć na ławce albo popatrzeć na port. Tutaj dokładnie tak to działa: idziecie wzdłuż wody, z widokiem na łodzie i zabudowę Mutrah, bez żadnej spiny i bez „atrakcji na siłę”.

Po drodze traficie też na fontannę — normalną, średniej wielkości, nic do porównywania z Dubajem 😄 — ale jako punkt na trasie sprawdza się dobrze. Najprzyjemniej jest późnym popołudniem albo wieczorem, gdy robi się chłodniej i na promenadzie pojawia się więcej ludzi.

Bait Al Zubair Museum

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Jeśli chcecie wpaść w omańską historię i codzienność bez czytania połowy Wikipedii, ten kompleks załatwia wszystko. Muzeum Bait Al Zubair otworzyło drzwi dla odwiedzających w 1998 roku i od początku działa jako prywatna inicjatywa rodziny Al Zubair.

Na miejscu nie kończy się na jednym budynku – cały teren składa się z pięciu części (Bait Al Bagh, Bait Al Oud, Bait Al Dalaleel, Bait Al Nahdhah i Gallery Sarah), plus ogród, kawiarnia i sklepik. Warto też wiedzieć, że obiekt dostał w 1999 roku nagrodę sułtana Qaboosa za architekturę (Sultan Qaboos’ Award for Architectural Excellence).

Najbardziej „muzealny” klimat łapiecie w Bait Al Bagh – głównym budynku, który zaczynał jako dom rodzinny z 1914 roku. Dziś działa tu trzon ekspozycji: od dynastii Al Bu Sa’id, przez khanjary (omańskie sztylety), stroje, broń, biżuterię i przedmioty codzienne, aż po scenkę weselną. Na piętrze dorzucono kolekcję znaczków, monety i manuskrypty sięgające XVI wieku.

Bait Al Oud zaprojektowano jako trzy-kondygnacyjne „wspomnienie” dawnej rezydencji rodziny z XIX/XX wieku (tej, której już nie ma – rozebrano ją w latach 40., żeby zrobić miejsce pod dojazd do pałacu). Na parterze traficie na dużą salę wystaw czasowych i recepcję, wyżej robi się bardziej „archiwalnie”: mapy Półwyspu Arabskiego, meble typowe dla Muscatu, stare grafiki, fotografie oraz ciekawy zestaw historycznych aparatów.

Najprzyjemniejsze zaskoczenie, jeśli lubicie klimat „domu sprzed lat”, czeka w Bait Al Dalaleel. Budynek odrestaurowano tak, żeby pokazać, jak wyglądało życie w Omanie ponad 100 lat temu – zobaczycie m.in. majlis (salon dla gości), sypialnię i miejsce do przechowywania daktyli. W tym samym skrzydle działa też przestrzeń artystyczna i kawiarnia, więc da się tu zwyczajnie przysiąść i złapać oddech między salami. 

Z kolei Bait Al Nahdhah idzie w stronę „Omanu bardziej współczesnego” – budynek nawiązuje do okresu renesansu kraju za czasów sułtana Qaboosa. W środku działa teatr (koncerty, spektakle, konferencje), są też sale warsztatowe i spotkaniowe. Do tego dochodzi stała kolekcja sztuki – cztery kondygnacje prac ponad 50 omańskich artystów, część tworzona specjalnie dla tego miejsca. 

W kompleksie działa również Gallery Sarah – osobna galeria, która pokazuje współczesną sztukę (wystawy zmieniają się cyklicznie), więc jeśli macie szczęście, wpada się akurat na coś naprawdę fajnego. 

Muzeum działa codziennie poza piątkiem, w godzinach 9:00-17:00. Bilety według oficjalnego cennika: dzieci wchodzą za darmo, obywatele Omanu i GCC płacą 1.100 OMR, a zagraniczni turyści 3.200 OMR. 

Co do oprowadzania – na polskiego przewodnika nie ma co liczyć, za to materiały potrafią się trafić w różnych językach, więc warto po prostu nastawić się na zwiedzanie we własnym tempie. I serio: to miejsce świetnie „domyka” Muscat, bo po wyjściu macie w głowie nie tylko zdjęcia, ale też kontekst, co właściwie oglądaliście przez ostatnie dni w Omanie.

Twierdza Al-Mirani

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Fortów w Omanie jest masa, ale ten akurat ma jedną przewagę: da się go zobaczyć „przy okazji”, bez wycieczki na pół dnia. Wystarczy kręcić się po Old Muscat, okolice pałacu sułtana Al Alam i Muzeum Narodowego, bo Al-Mirani siedzi dokładnie nad zatoką i pilnuje wejścia do portu od zachodniej strony.

Fort istniał już przed Portugalczykami, ale później został przez nich przebudowany (w źródłach często pojawia się rok 1587). Mówi się też, że właśnie tutaj jako jedni z pierwszych w Omanie zaczęto używać artylerii.  W parze z nim stoi jeszcze „bliźniak” po drugiej stronie zatoki – Al Jalali – i razem robią ten charakterystyczny widok Old Muscat z pocztówek.

Wchodzenie do środka… no cóż. My odpuściliśmy. Z jednej strony czytaliśmy, że wiele osób wychodzi stamtąd z tekstem „meh”, z drugiej – i tak było zamknięte, a po trzecie: po całym dniu serio nie miałem ochoty robić kolejnych schodów. Wyobraźcie sobie minę Jadzi, gdy to usłyszała ode mnie. 😄

I w sumie bez wejścia też ma to sens, bo najlepsze w Al-Mirani jest z zewnątrz: surowa bryła na skałach, widok na wodę, pałac i drugą twierdzę po drugiej stronie. Warto podejść, zrobić kilka zdjęć i potraktować to jako szybki przystanek w drodze między muzeami i pałacem.

Pałac Al-Alam

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Najlepsze w Omanie bywa właśnie takie normalne podejście do miejsc ważnych. Pod pałac sułtana da się podejść, zrobić zdjęcia i nikt nie patrzy na człowieka jak na podejrzanego, bo wyciągnął aparat. Oczywiście do środka wejścia nie ma, ale z zewnątrz i tak wygląda na tyle charakterystycznie, że wiele osób wpada tu głównie po foty i klimat okolicy.

Al-Alam faktycznie jest pałacem sułtana i pełni przede wszystkim funkcję reprezentacyjną (ceremonie, przyjmowanie gości państwowych), a nie „codziennego mieszkania”. Obecną wersję pałacu zlecił sułtan Qaboos, projekt przygotowała indyjska firma Shapoorji Pallonji, a całość ukończono w 1972 roku — stąd ten dość nowoczesny, niebiesko-złoty styl, który mocno odcina się od starych fortów dookoła.

Miejsce siedzi w Old Muscat, dokładnie pomiędzy fortami Al Jalali i Al Mirani, więc nawet jeśli nie wchodzicie nigdzie do środka, sama okolica jest warta uwagi jako krótki spacer i punkt „widokowo-historyczny”.

Muscat Viewpoint

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Taka mała perełka dla osób, które uwielbiają jazdy po serpentynach 😅. Kilka fajnych zakrętów pod rząd, sensowna nawierzchnia i w bonusie widok na Muscat z góry — sama runda w górę i w dół daje więcej frajdy niż niejedna „atrakcja” z listy.

Jest tylko jeden problem, który warto znać zanim pojedziecie: praktycznie nie ma tam gdzie legalnie stanąć. To normalna droga, bez chodnika i bez sensownych zatoczek, więc odpuściliśmy zatrzymywanie się „na siłę”. Najlepsza opcja to nagrać przejazd na GoPro albo poprosić pasażera o fotki w trakcie jazdy. I serio – w tym miejscu to właśnie ujęcia z jazdy wychodzą najfajniej.

Bimmah Sinkhole

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Wyrwanie się z Muscat na pół dnia ma sens, bo kawałek za miastem zaczynają się miejsca kompletnie inne niż stolica. Bimmah Sinkhole (często spotkacie też nazwę Hawiyat Najm Park) leży przy trasie w stronę Sur i od Muscat dzieli go ok. 125 km, czyli mniej więcej 1,5–2 godziny jazdy, zależnie skąd startujecie i jak wygląda ruch.

Popularność tego miejsca nie bierze się z żadnej specjalnie zbudowanej atrakcji dla turystów, tylko z efektu wow, który robi natura. Nagle stajecie nad ogromną niecką w skale, a na dole świeci turkusowa woda, jakby ktoś ją podświetlił. Do tego zejście jest proste, teren ogarnięty jako park i da się wskoczyć do wody, więc wiele osób traktuje to jako szybki, przyjemny przystanek w trasie z Muscat w stronę Sur, Wadi Shab czy Wadi Tiwi.

Skąd ta „dziura”? Geologia jest mniej filmowa niż lokalne historie, ale dalej ciekawa. Sinkhole powstał przez proces krasowy: woda przez długi czas rozpuszczała wapień pod ziemią, aż w pewnym momencie strop się zapadł i zrobiło się to, co widać dziś.  A legenda mówi o meteorycie — stąd arabska nazwa Hawiyat Najm, tłumaczona jako „studnia spadającej gwiazdy”.

Wstęp jest bezpłatny. Godziny otwarcia to mniej więcej 8:00–20:00.

Jeśli nie chce Wam się ogarniać auta i logistyki, da się też wskoczyć w jednodniową wycieczkę z Muscat (często w pakiecie z Wadi Shab).

Wadi Shab

📌 Pinezka na Google Maps – kliknij tutaj.

Miejsce wygląda jak plan zdjęciowy do reklamy „Oman w pigułce”: skały, wąwóz, zielonkawa woda i finał, dla którego większość ludzi tu przyjeżdża. Wadi Shab nie jest żadnym „miastem” – słowo wadi oznacza dolinę / koryto rzeki, które przez większość czasu bywa suche, a wodę widać głównie po opadach. W Omanie takich wadi jest sporo, ale akurat tutaj wszystko jest podane w fajnej, jednodniowej wersji.

Jak jedziecie przy okazji zobaczyć Bimmah Sinkhole – to 15 minut dalej macie Wadi Shab. Na początku czeka krótka przeprawa łódką przez wodę – dosłownie minuta i jesteście po drugiej stronie. Za przejazd zwykle płaci się 1 OMR od osoby, niestety płatne jedynie gotówką.

Dla tych, którzy wolą „wsiadam i mam z głowy”, są gotowe wycieczki z Muscat.

Podsumowanie

Oman zostawił po sobie bardzo fajne wrażenie. Spokój, luz na drogach, sensowne tempo życia i widoki, które nie próbują na siłę udowadniać, że muszą być „naj”. Po tym pierwszym razie mamy poczucie, że Muscat jest świetnym startem do poznania kraju — nawet jeśli nie zaliczycie wszystkiego, to i tak wracacie z konkretnym obrazem, jak tu się żyje i jak to wygląda na miejscu.

Jednocześnie apetyt rośnie w trakcie jedzenia. W okolicach Muscat spokojnie da się dołożyć jeszcze parę punktów, na które nam już zwyczajnie zabrakło czasu i energii. I to jest chyba najlepsza rekomendacja: kiedy wyjeżdżasz z myślą „wrócę”, to znaczy, że miejsce zadziałało.

No i tak — w tym momencie kończy się też Desert Horizons. Z Muscatu ruszamy do Dubaju, żeby zostawić motocykl na transport do Europy. Tylko że już na miejscu łapaliśmy się na tym, że najchętniej zostawilibyśmy moto w Omanie i wrócili tu za jakiś czas „dociągnąć” resztę kraju… ale urlop nie jest z gumy, a pracodawcy raczej średnio kupują tekst: „wrócę, jak objeżdżę jeszcze parę wadi” 😄.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *