Ten wpis jest również dostępny w języku:
English
Heja! 👋
Do Muscat wjechaliśmy w końcu na kołach i powiemy wprost: ulga była spora. Po drodze złapaliśmy małe perturbacje na granicy Emiraty – Oman, więc sam moment „dobra, jesteśmy” smakował podwójnie. Jeśli chcecie szczegóły dzień po dniu, z emocjami i całą tą graniczną przepychanką, to jest to opisane w naszym pamiętniczku z wyprawy na który zapraszamy Was tutaj 😊. Są tam też linki do pozostałych etapów naszej wyprawy.
Co ciekawe, Oman już wcześniej mignął nam na mapie, bo zahaczyliśmy o niego przy okazji przejażdżki przez Wadi Madha – tę omańską enklawę w środku Emiratów. Tamten wypad ma swój osobny wpis, więc jeśli ciekawi Was sam motyw enklaw i ten „mindfuck” z granicami w regionie, to zajrzyjcie sobie klikając tutaj.
Muscat od dawna siedział nam w głowie, tylko że normalnym trybem jakoś nigdy nie było po drodze. Loty z Emiratów są relatywnie drogie, a autobus z Dubaju jedzie około 9 godzin, więc brzmi to raczej jak plan na wyzwanie, a nie na fajny weekend. Dopiero przy układaniu logistyki Desert Horizons wyszło naturalnie, że finisz wyprawy najuczciwiej zrobić właśnie tutaj.
W tym artykule zbieramy nasze wrażenia z Muscat i Omanu widzianego z perspektywy ludzi, którzy dojechali tu motocyklem i chcieli zwolnić, a nie ścigać się z listą atrakcji. Jeśli jesteście ciekawi, jak to wygląda na miejscu, co nas zaskoczyło i czy to kierunek, do którego chce się wracać, to zapraszamy dalej.
Gdzie znajduje się Muscat?
Muscat leży na północno-wschodnim wybrzeżu Omanu, nad Zatoką Omańską. Od pierwszych minut czuć, że geografia gra tu pierwsze skrzypce: morze macie niemal na wyciągnięcie ręki, a zaraz za plecami wyrastają góry Al Hajar. Przez to miasto nie przypomina „zwartego centrum”, tylko długi pas dzielnic rozciągniętych wzdłuż wybrzeża.
W praktyce zwiedza się je odcinkami: raz kręcicie się przy porcie i souku, innym razem przy plażach i parkach, a jeszcze innym w okolicach bardziej „urzędowych”. Przemieszczanie się między punktami staje się normalną częścią dnia, bo nie ma tu jednego miejsca, gdzie „wszystko jest obok siebie”.
Warto też rozjaśnić temat, który często miesza się ludziom w głowie: Oman to sułtanat. Czyli kraj, w którym głową państwa jest sułtan (tak jak w królestwie jest król). Obecny sułtan, Haitham bin Tarik, objął władzę 11 stycznia 2020 roku. I ważne porównanie: Dubaj nie jest krajem, tylko jednym z emiratów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Oman to osobne państwo, z własnym stylem i trochę innym pomysłem na to, jak ma wyglądać stolica.
Różnicę widać gołym okiem. W Muscacie nie ma ściany wieżowców ani wyścigu na „najwyższe”. Architectural Digest zwraca uwagę, że miasto trzyma niski profil zabudowy i podaje, że żaden budynek nie przekracza 14 pięter. Dzięki temu góry i morze nadal grają pierwszoplanową rolę, zamiast ginąć w tle.
Ta omańska „inność” wychodzi też w codziennym życiu, chociażby w ubiorze. U mężczyzn często zobaczycie tradycyjną dishdashę oraz kummę (haftowaną czapeczkę), a przy bardziej oficjalnych okazjach także khanjar, czyli charakterystyczny sztylet noszony jako element stroju. Turyści nie muszą się w to bawić, ale w przestrzeni publicznej dobrze trzymać prostą zasadę skromnego stroju: zakryte ramiona i nogi poniżej kolan, szczególnie w galeriach i „normalnych” miejscach w mieście.
Jak dostać się do Muscatu?
Dojazd do Muscatu da się ogarnąć na kilka sposobów, ale dużo zależy od tego, skąd startujecie i jaki macie paszport. My wpadliśmy tu na kołach, więc zacznijmy od opcji drogowych, a potem przejdziemy do lotów i autobusów.
Samochodem lub motocyklem
My dojechaliśmy do Muscatu na kołach w ramach jak już wcześniej wspomnieliśmy – wyprawy Desert Horizons 2025 – jadąc od strony Zjednoczonych Emiratów Arabskich. I to nie był wybór „bo tak”, tylko czysta logistyka: w tym okresie jazda od strony Arabii, długimi odcinkami przy granicy i w takich temperaturach, bez sensownego noclegu po drodze, byłaby po prostu mordęgą. Oman niby leży „obok”, ale na Półwyspie Arabskim odległości i klimat potrafią szybko sprowadzić człowieka na ziemię.
Lądowe opcje wjazdu do Omanu są w zasadzie trzy: od strony Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Arabii Saudyjskiej i Jemenu. Na mapie wygląda to prosto, a w praktyce najwięcej nerwów robią przejścia graniczne i to, że nie każde działa równie „uniwersalnie” dla turystów spoza GCC. W skrócie: najlepiej trzymać się dużych, popularnych przejść, bo tam najrzadziej trafiają się niespodzianki.
- 🇦🇪 Od strony ZEA najczęściej jedzie się przez przejście graniczne w Khatmat. To klasyczna trasa Dubai-Muscat i przejście, które jest dostępne dla turystów, rezydentów ZEA i obywateli GCC, więc zwykle daje najmniej kombinowania. Rejon Al Ain/Buraimi też jest używany jako wjazd, zwłaszcza gdy jedziecie z Abu Dhabi. W naszym przypadku jechaliśmy przejściem pod Al Ain/Buraimi w stronę Muscatu, ale już w stronę Dubaju wybraliśmy Khatmat.
- 🇸🇦 Wjazd od strony Arabii Saudyjskiej to już inna bajka. Od końcówki 2021 działa nowe połączenie przez Rub’ al Khali (Empty Quarter) i przejście Al-Rub’ Al-Khali. To ta gorąca trasa: długa, pusta i bezlitosna, jeśli ktoś jedzie na oparach planu. Dla fanów pustynnych przelotów brzmi to jak przygoda życia, ale tu naprawdę trzeba myśleć: paliwo, woda, zasięg, opony, temperatura i to, że „najbliższe cokolwiek” potrafi być bardzo daleko.
- 🇾🇪 Kierunek jemeński istnieje na mapie, ale turystycznie bywa problematyczny. Czytaliśmy, że Ambasada USA w Omanie wprost pisze, że turystycznych wiz nie wydaje się na przejściach Oman-Jemen w Mazoonah i Sarfait. Do tego dochodzi kwestia bezpieczeństwa i realiów podróży po Jemenie, więc w większości przypadków lepiej traktować ten wariant jako ciekawostkę, a nie realny plan dojazdu.
Samolotem lub autokarem
Jeśli nie jedziecie własnym bądź wynajętym pojazdem, najprościej wbić do Muscatu samolotem. Muscat International Airport to duże, normalne lotnisko, a na miejscu bazują dwie linie, które przewijają się w wynikach najczęściej: Oman Air (narodowy przewoźnik) i SalamAir (tani przewoźnik z Omanu). Z całej Zatoki Perskiej regularnie lata też flydubai, Etihad i kilka innych linii, więc przesiadki zwykle da się ogarnąć bez gimnastyki.
Z cenami bywa różnie, bo to zależy od terminu i wyprzedzenia, ale da się podać realny rząd wielkości. Oman Air potrafi pokazywać promocje na trasie Dubaj–Muscat od okolic 320 AED w jedną stronę, a flydubai w swoich widełkach podaje najtańsze one-way w okolicach 500 AED (przy konkretnych terminach). Z kolei wyszukiwarki typu Skyscanner potrafią wypluć okazje niżej (rzędu ~263 AED w jedną stronę), ale to już typowo „zależy od dnia i szczęścia”. W skrócie: w sezonie i na ostatnią chwilę boli, a przy polowaniu z wyprzedzeniem da się upolować sensowną cenę.
Autokar z ZEA to opcja dla tych, którzy chcą dojechać lądem, ale bez prowadzenia i bez ogarniania auta. Najczęściej przewija się połączenie Dubaj–Muscat obsługiwane przez Al Khanjry Transport. W praktyce kursy startują z Dubaju (rejon Deira/okolice Abu Hail), jadą przez Hatta i wjeżdżają do Omanu przez Al Wajajah. Cena, którą zdążyliśmy obczaić to jakieś 100 AED za bilet w jedną stronę. Do tego dochodzi opłata wyjazdowa z ZEA (często pojawia się 35 AED).
Wizy i dokumenty
Dla Polaków (i sporej grupy innych państw) wjazd turystyczny do Omanu na 14 dni ogarnia się bezpłatnie. W praktyce na granicy dostajecie pieczątki w paszportach i tyle — bez żadnych opłat i bez wypełniania wniosków online, o ile mieścicie się w tych 14 dniach.
Schody zaczynają się dopiero wtedy, gdy ktoś postanowi „dla pewności” wejść na oficjalną stronę Oman eVisa (ROP) i zacząć klikać po typach wiz. Tam na start widzicie kilka dużych kategorii, a po wejściu w turystyczną dostajecie kolejną listę podtypów z kodami, np. 26A/26B/26C… gdzie jedne warianty są na 10 dni, inne na 30, część dotyczy konkretnych narodowości, a jeszcze inne mają dopiski o rodzinie osoby z inną wizą.
Do tego w tej samej tabeli potrafi się pojawić pozycja „Free Entry for 14 Days”, więc łatwo wpaść w spiralkę myślenia: czy ja mam coś kupować, czy mam to za darmo, a jeśli kupować, to który kod w ogóle jest mój. I stąd właśnie to wrażenie „kosmosu”, mimo że dla większości ludzi temat kończy się na pieczątce.
Niezależnie od tego, czy wjeżdżacie na 14 dni bez wizy, czy lecicie dłużej i ogarniacie e-wizę, jedno się nie zmienia: paszport powinien być ważny minimum 6 miesięcy. Dobrze też mieć pod ręką potwierdzenie noclegu, ubezpieczenie i bilet powrotny albo plan wyjazdu z kraju — często nikt o to nie pyta, ale lepiej nie liczyć na szczęście, gdy traficie na dokładniejsze okienko.
Dokumenty do pojazdu
Jeśli wjeżdżacie własnym pojazdem (auto albo moto), dochodzi druga warstwa „papierologii”. Po pierwsze: dowód rejestracyjny i ubezpieczenie obejmujące Oman (ale to drugie ogarniecie na granicy). Po drugie: jeśli jedziecie w trybie wyprawowym spoza regionu, przydaje się też Carnet de Passages (CDP) — bo to dokument, który ułatwia odprawę czasowego wwozu pojazdu i potwierdza, że sprzęt nie zostaje w kraju „na lewo”. W skrócie: paszport ogarnia Was jako ludzi, a dokumenty pojazdu ogarniają motocykl/samochód jako rzecz, którą wwozicie i potem wywozicie.
Warunki drogowe
Po tej górnej części Omanu, którą zdążyliśmy przejechać, jeździło się naprawdę przyjemnie. Drogi są równe, czytelne i zwyczajnie do ogarnięcia, nawet jeśli ktoś nie ma doświadczenia z jazdą po Półwyspie Arabskim. Muscat daje też fajny start, bo łatwo złapać rytm kraju bez wchodzenia od razu w hardkorowe trasy. A że apetyt nam rośnie i kiedyś chcemy dobić też do Salalah, to temat jazdy po Omanie rozwinęliśmy osobno w dedykowanym wpisie dla zmotoryzowanych 🚗.
W samym Muscacie trzeba tylko pamiętać, że miasto jest rozciągnięte i sporo rzeczy ogarnia się nazwijmy to odcinkami – raz szybka, szeroka trasa, potem zjazd w dzielnice i robi się wolniej. Do tego dochodzą klasyczne miejskie godziny szczytu, więc przy planie dnia warto zostawić sobie margines na korki. Sporo jest też fotoradarów, więc lepiej nie traktować szerokich pasów jak zaproszenia do latania. Kary da się sprawdzać i opłacać online przez portal Royal Oman Police.
Najbardziej praktyczna rzecz pod kątem stolicy to parkowanie. W wielu miejscach da się stanąć normalnie i bezpłatnie, ale miasto ma też strefy płatnego postoju i tam już wypada się dostosować, bo mandaty wchodzą szybciej, niż człowiek zdąży powiedzieć „tylko na chwilę”. Muscat Municipality od dawna idzie w płatności elektroniczne: postój rezerwuje się na czas (od 30 minut wzwyż) przez aplikację Baladiyeti albo stronę urzędu, a w niektórych strefach działa też płatność SMS-em.
Najprostsza zasada na miejscu: patrzycie na znaki przy parkingu i jeśli strefa jest płatna, informacja będzie jasno podana – bez zgadywania.
Karta SIM
W naszym przypadku temat internetu był ogarnięty jeszcze przed przyjazdem na granicę lądową, bo korzystaliśmy z eSIM od zewnętrznego dostawcy i wzięliśmy pakiet „bez limitu”. I niby fajnie brzmi, ale warto mieć z tyłu głowy, że „bez limitu” prawie zawsze oznacza limit uczciwego używania (FUP) – po przekroczeniu pewnego progu prędkość potrafi spaść albo zaczyna się kombinowanie z priorytetem w sieci. Dlatego na krótszy wypad spoko, ale przy dłuższym jeżdżeniu po kraju i wrzucaniu materiałów z trasy, lokalna karta często wychodzi po prostu pewniej. Sami się też czegoś uczymy podczas wyjazdów 🥲.
Jeśli ktoś chce ogarnąć internet po taniości (ogólnie karty prepaid na Bliskim Wschodzie relatywnie względem reszty Azji są drogie…) i bez przepłacania u pośredników, lokalne pakiety turystyczne w Omanie potrafią zaskoczyć ceną. Dobry przykład daje Ooredoo: w oficjalnej ofercie „Tourist Pack” mają trzy proste warianty. Pierwszy kosztuje 5 OMR (+ 5% VAT) i daje 8 GB na 10 dni, drugi kosztuje 10 OMR (+ 5% VAT) i daje 18 GB na 15 dni, a trzeci kosztuje 20 OMR (+ 5% VAT) i ma nielimitowane dane na 20 dni (w pakiecie dorzucają też minuty i SMS-y).
I teraz wchodzi ten moment, w którym człowiek zaczyna rozumieć, czemu eSIM-y od „globalnych sprzedawców” często wychodzą drożej. Dla przykładu – Breeze za sam internet w Omanie ma pakiet np. 30 dni / 5 GB za 115 zł i 30 dni / 10 GB za 207 zł, a w SimSolo 10 GB potrafi kosztować 155 zł. Przy takich liczbach lokalna karta z Ooredoo za 10 OMR i 18 GB wygląda po prostu rozsądniej, zwłaszcza jeśli internet leci non stop (mapy, nawigacja, wysyłanie zdjęć, rolki, backup).
Różnica nie kończy się na cenie, bo dochodzi wygoda. eSIM od pośrednika kupujecie przed wylotem, instalujecie kodem QR i działa od razu po włączeniu danych w Omanie. Lokalna SIM bywa minimalnie bardziej „proceduralna”, bo potrzebny jest paszport do rejestracji, ale w zamian dostajecie pakiet robiony pod miejscową sieć i zwykle lepszy stosunek GB do ceny.
Gdzie spaliśmy w stolicy Omanu?
W Muscacie zatrzymaliśmy się w Golden Tulip Muscat i po tych kilku dniach możemy spokojnie powiedzieć, że to była bardzo sensowna baza wypadowa. Za 5 nocy ze śniadaniem zapłaciliśmy 1213 zł, a rezerwację robiliśmy mniej więcej półtora miesiąca wcześniej. Jak na standard hotelu i realia stolicy w tej części świata, cena wyszła nam naprawdę spoko.
Lokalizacja też mocno pomaga, bo hotel leży niedaleko Avenues Mall. Jeśli trzeba ogarnąć „życie” po drodze – szybkie zakupy, apteka, woda, jakieś rzeczy na wyjazd – wszystko macie pod ręką i nie musicie jeździć po całym mieście. Jasne, Avenues w Muscacie to nie ten rozmiar co Avenues w Kuwejcie 😆, ale na normalne zakupy w zupełności wystarcza.
Na plus wchodzi też dach: jest basen, więc po całym dniu można złapać oddech i zrobić krótki reset. Da się też zamówić alkohol, tylko uczciwe ostrzeżenie: ceny potrafią zaboleć.
Największe zaskoczenie na plus? Śniadania. Bardzo dobre, z porządnym wyborem i bez wrażenia, że ktoś odhaczył temat na siłę.
Co jedliśmy?
Jedzenie w Muscacie ogarnialiśmy raczej „po lokalnemu”, bez polowania na fine dining. Najczęściej kończyło się na klasykach typu shawarma i różnych wersjach mięs z grilla, bo przy takim trybie dnia liczy się jedno: ma być szybko, smacznie i bez zbędnych ceregieli.
Jeśli jednak ktoś chce spróbować czegoś bardziej omańskiego niż sama shawarma (która w regionie jest totalnym pewniakiem), warto wiedzieć, czego szukać w menu. W Omanie często przewijają się m.in. shuwa (mięso długo pieczone, zwykle na specjalne okazje), majboos/machboos (ryż z przyprawami i mięsem), harees (gęsta pszenica z mięsem) czy qabooli. Na słodko pojawia się omańska halwa, a do tego klasycznie qahwa — kawa po arabsku, podawana jako symbol gościnności, bardzo często z daktylami.
Mocno wkręciliśmy się też w świeżo wyciskane soki. W upale i po całym dniu w mieście taki sok sprawdza się znacznie lepiej niż kolejna cola z lodem, a w stolicy da się je dostać praktycznie na każdym kroku.
Sporo zamówień szło też przez Talabat, bo zwyczajnie było wygodniej wrócić do hotelu i już nigdzie nie jechać. Sama aplikacja działa w Muscacie normalnie jako platforma dowozu jedzenia. Jedyny drobny niuans logistyczny: u nas pinezka nie chciała złapać dokładnie wejścia do hotelu, więc przypinaliśmy lokalizację do ulicy obok i dopisywaliśmy w uwagach, że chodzi o Golden Tulip Muscat.
Tak, a to co widzicie na dole, to nasze polskie krówki — znalezione w jednym spożywczaku obok hotelu 😅.
Kantor czy bankomat?
Ogólnie podczas naszego pobytu w Omanie, nie mieliśmy żadnych problemów z pieniędzmi. Ani razu nie mieliśmy potrzeby wypłacać pieniędzy z bankomatu, nie szukaliśmy kantorów i nie bawiliśmy się w żadne wymiany „na wszelki wypadek”. Płaciliśmy kartą za wszystko: paliwo, ubezpieczenie pojazdu, a nawet drobiazgi typu magnesy na Mutrah Souq. Kraj jest pod tym względem naprawdę dobrze ogarnięty i zwykłe płatności bezgotówkowe są normalnością.
I właśnie dlatego mega sens mają karty walutowe (albo fintechy w stylu Revolut, Wise, albo karta bankowa z dobrą wymianą). Po pierwsze: unikasz wymiany w kantorze po kursie z kosmosu. Po drugie: nie płacisz bankowi za przewalutowanie po mega słabym kursie + jakaś magiczna prowizja, bo w takich kartach zwykle możesz trzymać walutę albo masz sensowne przeliczniki.
Bezpieczeństwo
Zagrożenie? Nie tutaj 😉. Chodziliśmy po mieście bez spinania się, a na motocyklu z rejestracją spoza regionu częściej byliśmy atrakcją niż „celem”. Ludzie machali, zagadywali, pytali skąd jedziemy. Na granicy po stronie omańskiej też pełna klasa: kiedy czekaliśmy na pieczątki do dokumentów, funkcjonariusze poczęstowali nas słodkościami i zostawili kontakt, żebyśmy dali znać, gdybyśmy czegoś potrzebowali. Takie drobiazgi od razu ustawiają klimat — czujesz, że jesteś gościem, a nie „podejrzanym”.
Jeśli chodzi o jazdę w mieście, bywało nawet zabawnie. Ktoś próbował nam tłumaczyć, że kierowcy nie zawsze zwracają uwagę na motocyklistów… i w głowie od razu mieliśmy Rijad. W Arabii ludzie też potrafią być mili, ale na drogach czasem wygląda to jak sport ekstremalny. W Muscacie nie mieliśmy poczucia, że ktoś „poluje” na nas na pasie — choć standard jak wszędzie zostaje aktualny: większy odstęp, przewidywanie manewrów, zero wiary w kierunkowskazy.
Dla porządku dorzucę, jak wygląda to „na papierze”. Polskie MSZ w komunikatach dotyczących Omanu zwraca uwagę na nieprzewidywalną sytuację w regionie Bliskiego Wschodu i sugeruje ostrożność (m.in. ze względu na możliwe zakłócenia w ruchu lotniczym: opóźnienia, odwołania, czasowe zamknięcia przestrzeni powietrznej). Czyli nie tyle „w Muscacie jest niebezpiecznie”, co raczej: region potrafi zmienić się z dnia na dzień, a logistyka — zwłaszcza loty — bywa wrażliwa na wydarzenia polityczne.
W codziennym, turystycznym sensie najlepiej sprawdza się prosty zestaw zasad, który działa wszędzie: nie zostawiać rzeczy na widoku w aucie, nie świecić telefonem jak latarnią po ciemnych zakamarkach (chociaż tu serio nie mieliśmy takiej potrzeby), a dokumenty i gotówkę trzymać osobno.
Do tego temat płatności, bo u nas prawie wszystko szło kartą: warto mieć kartę w telefonie (Apple Pay/Google Pay) i ogarnięte w aplikacji banku szybkie blokowanie oraz limity. Nawet jeśli karta gdzieś „wypłynie”, świat się nie kończy — blokujesz ją od ręki, zamawiasz nową, a do czasu dostawy często da się korzystać z karty cyfrowej w portfelu w telefonie i normalnie płacić dalej.
Klimat i warunki pogodowe
Pod koniec września Muscat potrafi zaskoczyć czymś, czego nie widać w samych stopniach. Na papierze wygląda to super, bo w dzień bywa „tylko” 35–38°C, czyli mniej niż 40+ znane z reszty regionu. Tyle że wilgotność robi tu całą różnicę. Wychodzisz wieczorem i po chwili masz wrażenie, jakbyś oddychał ciepłą mgłą.
U nas weszło to od razu, kiedy nocą wjeżdżaliśmy do Omanu. Totalne WTF: wizjery parowały, okulary parowały, wszystko zaparowane, a powietrze jak mokry ręcznik. Dopiero po czasie dotarło do nas, że tutaj to normalka 😆 Momentami mieliśmy wrażenie, jakby ktoś włączył saunę w kasku.
Najlepszy czas na przyjazd? Północ Omanu i Muscat najprzyjemniej ogarnia się od października do kwietnia. Nadal jest ciepło, ale da się normalnie funkcjonować: zwiedzać, jeździć, posiedzieć na plaży i nie topić się we własnych ubraniach.
Latem (mniej więcej czerwiec–sierpień) bywa ciężko. Temperatura robi swoje, a blisko morza dochodzi wilgoć, więc nawet wieczorem nie zawsze przychodzi ulga. Wrzesień często wypada jako okres przejściowy — dalej gorąco, ale powoli zaczyna się robić bardziej znośnie.
Jeśli kiedyś planujecie Salalah, dochodzi jeszcze jeden wyjątek: khareef. Od końcówki czerwca do początku września południe Omanu łapie mgły i deszcze monsunowe, robi się zielono i wyraźnie chłodniej niż w reszcie Zatoki (często okolice 20–27°C). Klimat kompletnie inny niż na północy.
Co warto zobaczyć w Muscacie?
Nie będziemy tutaj robić listy atrakcji, bo ten artykuł ma być o Muscat i Omanie w naszych oczach, a nie kolejną checklistą „odhacz 10 miejsc”. Jeśli jednak planujecie kilka dni w stolicy i chcecie gotowy, 👉 konkretny plan zwiedzania, to zrobiliśmy osobny wpis 👈.
W środku zebraliśmy to, co faktycznie udało nam się zobaczyć na miejscu, plus miejsca, które spokojnie polecilibyśmy na 2–4 dni w Muscat – bez latania od punktu do punktu i bez spiny, że trzeba wszystko zaliczyć.
Najwygodniej zwiedza się autem z wypożyczalni, bo wtedy po prostu jedziecie tam, gdzie macie ochotę, bez kombinowania z dojazdami i czekaniem. Jeśli jednak nie chcecie nic wynajmować, spokojnie da się ogarnąć temat taksówkami.
Warto tylko wiedzieć jedno: aplikacje, które wiele osób zna z regionu, nie zawsze działają w Omanie. Careem nie ma Omanu na liście dostępnych krajów, a z Muscat raczej nie zamówicie też klasycznego Ubera ani Bolta. W praktyce najczęściej używa się aplikacji Yango (u nich działa to jako OTaxi). Bez problemu pobierzecie ją na 📱 Apple iOS i 📱 Androida i działa podobnie jak inne platformy do zamawiania przejazdów: ustawiasz punkt startu, cel i czekasz na kierowcę.
Nasze podsumowanie
Muscat po prostu zrobił na nas bardzo dobre wrażenie. Może to też kwestia momentu, bo dojechaliśmy tu po miesiącu drogi i po ponad 10 tysiącach kilometrów na liczniku, więc sama myśl „udało się” była już nagrodą.
Najbardziej kupiło nas to, jak to miasto leży. Góry są dosłownie obok, morze obok, a wieczorem, przy zachodzącym słońcu, te skalne zbocza i cała okolica wyglądają naprawdę świetnie. I mimo że to stolica, tempo jest tu spokojniejsze niż w wielu „błyszczących” miastach Zatoki. Da się tu normalnie odsapnąć, a nie tylko gonić od jednego punktu do drugiego.
Wrócilibyśmy bez wahania, tylko następnym razem chcemy ugryźć Oman szerzej. Muscat jako baza ma sens, ale aż prosi się, żeby dołożyć więcej miejsc poza stolicą. No i tak – każdy, kto był w Omanie, prędzej czy później powie Wam: Salalah. Też to słyszeliśmy, też mamy to z tyłu głowy i na pewno kiedyś tam dobijemy.