Ten wpis jest również dostępny w języku:
English
Cześć czytelniku! 🤟
Jeśli tu trafiłeś, to pewnie masz w głowie podobne pytanie jak my przed startem: ile realnie kosztuje taka wyprawa? I od razu ustawmy ton – to nie jest tekst o tym, kto ile zarabia i czy nas stać. Chodzi o liczby jako punkt odniesienia. W sieci jest masa rolek typu „rok w podróży”, „życie w vanie”, „motocyklem przez świat”, ale rzadko kiedy ktoś pokazuje, co się składa na budżet i gdzie te pieniądze faktycznie uciekają.
My po Desert Horizons mamy już dość konkretny obraz, ile kosztuje kilka tygodni jazdy, noclegów, jedzenia, formalności i wszystkich „drobiazgów”, które na koniec robią solidną kwotę. Dlatego bierzemy na warsztat nasz excel i rozkładamy to na czynniki pierwsze.
Tym bardziej, że ten rozdział domknął się dopiero teraz: motocykl wrócił do Europy kontenerem z Dubaju i niedawno odebrałem go w Niemczech. Transport zamyka temat logistycznie, więc możemy w końcu policzyć wszystko na czysto – razem z tym ostatnim, często pomijanym segmentem.
Prognoza vs rzeczywistość – ile wyszło i dlaczego
Zacznijmy od najważniejszego, czyli od końca: ile finalnie kosztowała cała wyprawa.
Jechaliśmy od 29 sierpnia do 5 października 2025 r. To daje 38 dni w trasie (i zwykle 37 noclegów, jeśli liczyć „noce po drodze”).
W kosztorysie rozdzieliliśmy wydatki na dwie „szuflady”: 🏍️ Motocykl oraz 👩❤️👨 Zasoby ludzkie. Po co? Bo to porządkuje temat i ułatwia porównania:
- Motocykl – wszystko, co zależy od maszyny i trasy (paliwo, serwis, opłaty drogowe, ubezpieczenia, formalności, transport motocykla itd.).
- Zasoby ludzkie – wszystko, co zależy od nas jako ludzi (noclegi, jedzenie, telefon/internet, codzienne drobiazgi).
Dzięki temu widać od razu, co jest kosztem samej jazdy i logistyki, a co wynika z tego, jak żyliśmy w trasie. I co ważne: taki podział łatwo skaluje się na inne wyjazdy (solo vs w duecie, krócej vs dłużej, bardziej budżetowo vs bardziej komfortowo).
Prognozowaliśmy 39 199,46 PLN. Finalnie wydaliśmy 35 646,44 PLN (licząc też atrakcje oraz kategorię „inne”, czyli takie rzeczy jak bilety do miejsc, kawa w Starbucksie, piwko, małe zakupy w spożywczaku). W praktyce wyszło więc o 3 553,02 PLN mniej niż przewidywania, czyli ok. 9% poniżej planu.
Dlaczego atrakcje i „inne” nie były wrzucone do prognozy od razu? Bo tego po prostu nie da się sensownie oszacować. Jednego dnia masz zero wydatków poza jedzeniem, a następnego wpada coś typu lot balonem, płatne wejście, wycieczka, albo „okazja, której szkoda nie wykorzystać”. To są koszty bardzo zależne od pogody, energii, miejsca i nastroju — i dlatego potraktowaliśmy je jako osobną warstwę, dopisywaną już po fakcie.
Jak liczyliśmy koszty
Nie będziemy udawać, że to wszystko policzyło się samo. Pomogło nam doświadczenie z innych podróży, trochę projektowego podejścia do kosztorysowania i sporo researchu – również w narzędziach typu ChatGPT czy Perplexity. To ostatnie było szczególnie przydatne tam, gdzie większość informacji jest w języku arabskim albo jest rozrzucona po lokalnych stronach i trzeba najpierw wiedzieć, czego w ogóle szukać.
Część wydatków była prosta do przewidzenia, bo są po prostu sztywne: urzędowe opłaty, dokumenty, część ubezpieczeń. Ale były też koszty, których nie dało się dobrze wywróżyć z wyprzedzeniem – np. opłaty na granicy w Iraku przy wjeździe i wyjeździe. Takie rzeczy w excelu lądowały jako pozycje, które pojawiły się dopiero w trakcie i dlatego u nas są zaznaczone na czerwono.
Z drugiej strony udało się też parę tematów odchudzić. Coś zeszło dzięki milom lotniczym, gdzie indziej weszła zniżka, barter albo wsparcie w ramach współpracy z firmą czy konkretną osobą. Fajnie, ale nie budowaliśmy na tym całego planu – traktowaliśmy to raczej jako bonus, a nie fundament budżetu.
Sam mechanizm liczenia był bardzo prosty: rozbijaliśmy koszty na kategorie i rodzaje wydatków, a potem prognozowaliśmy je możliwie blisko realu. Przykład: zakwaterowanie. Zamiast wrzucać jedną kwotę „noclegi w całej podróży”, przypisywaliśmy konkretną kwotę do konkretnej miejscowości, a potem w trasie porównywaliśmy plan z rzeczywistością. Dzięki temu od razu było widać, gdzie budżet się spina, a gdzie zaczyna puchnąć.
Dla porządku wszystko rozliczaliśmy w PLN, ale prognoza miała kursy „zamrożone” na dzień, w którym domknęliśmy kalkulację (to był też moment, kiedy wysyłaliśmy kosztorys do naszego pracodawcy jako dokument pod sponsoring pasji). Rzeczywistość liczyliśmy już po tym, jak bank policzył transakcję – na podstawie wyciągu i kursu z dnia płatności. To ważne, bo inaczej miesza się planowanie z realnymi przewalutowaniami i wychodzi chaos.
I tak: notowaliśmy każdą transakcję. Dosłownie każdą. Brzmi mało romantycznie, ale daje spokój w głowie – jedziesz i wiesz, ile masz przestrzeni finansowej, a po powrocie nie ma momentu „co jest, gdzie uciekły pieniądze?”. Może trochę ucina to spontaniczność, ale przy takiej trasie wolimy kontrolę niż stres.
Na koniec jeszcze o noclegach, bo to zwykle największa pozycja w budżecie. Żeby je sensownie oszacować, rozpisywaliśmy trasę w kilku wariantach: ile realnie zajmie przejazd na motocyklu, ile dojdzie przerw (tankowanie, jedzenie, toaleta), i dorzucaliśmy bufor czasu – u nas około 20%. Na moto nie jedzie się jak autem, a zbyt optymistyczny plan potrafi zepsuć dzień szybciej niż brak kawy.
Nie jechaliśmy na zabój i nie robiliśmy sobie z tego challenge’u „10 godzin dziennie, bo da się”. Raz tylko zmodyfikowaliśmy nocleg w Arabii Saudyjskiej – temperatura szybko przypomniała, że plan planem, a realne warunki potrafią go brutalnie zweryfikować.
Opłaty związane z motocyklem
Zanim przejdziemy do paliwa, serwisów i całej reszty „życia w trasie”, warto oddzielić koszty, które wynikają wyłącznie z tego, że jedziemy konkretną maszyną i to jeszcze przez kraje, gdzie papierologia potrafi zjeść i czas, i nerwy. Ta sekcja to właśnie taki pakiet: rzeczy wymagane lub mocno zalecane, żeby na granicy nie robić z siebie bohatera improwizacji.
📄 Dokumenty
W naszym przypadku temat dokumentów był trochę grubszy niż standardowy „biorę dowód rejestracyjny i jadę”. Motocykl jest finansowany w leasingu, więc doszła cała zabawa z upoważnieniem notarialnym i legalizacjami (🔗 o tym mamy osobny wpis). Gdyby moto było nasze (zarejestrowane na mnie albo na Jadzię), w praktyce wystarczyłby po prostu dowód rejestracyjny i z głowy.
W excelu wrzuciliśmy to w trzy klocki, żeby nie mieszać wszystkiego do jednego worka:
🛂 Carnet de Passage: To jest „paszport” dla pojazdu, który w części krajów mocno ułatwia temat (a czasem jest po prostu wymagany). U nas finalnie wyszło 1 016,26 PLN, czyli trochę mniej niż zakładaliśmy.
📝 Tłumaczenia dokumentów (przysięgłe): Tu chodziło o tłumaczenia pod konkretne potrzeby (m.in. wersja pod Turcję i wersja pod kraje arabskie). Łącznie wyszło 825,30 PLN, też minimalnie poniżej prognozy.
🏛️ Legalizacje i pieczątki (notariusz / MSZ / ambasady): I to jest ten element, który najbardziej zależy od sytuacji „czy moto jest nasze, czy nie”. Wyszło 1 028,66 PLN. Największa różnica wzięła się z legalizacji w ZEA – w praktyce poszło więcej niż planowaliśmy.
Podsumowując: sam pakiet dokumentowy (CDP + tłumaczenia + legalizacje) zamknął się u nas w okolicach 💰 2 870 PLN. Dało się to policzyć, dało się to ogarnąć, ale jeśli planujecie podobną trasę na motocyklu w leasingu, to serio warto założyć bufor – nie tylko finansowy, ale też czasowy i mentalny.
🛣️ Opłaty drogowe
- Podsumowanie części: 503,70 PLN (w prognozie mieliśmy 192,49 PLN)
Opłaty drogowe wyszły wyżej niż plan głównie dlatego, że to nie była tylko „winieta i autostrada”. W Serbii w ogóle nie mieliśmy tego dobrze wrzuconego do prognozy, w Turcji dało się to przewidzieć w miarę sensownie, ale największy koszt zrobiły opłaty graniczne związane z motocyklem: Irak (tymczasowy import przy wjeździe w Kurdystanie i wyjeździe z federalnego Iraku do Kuwejtu) oraz Kuwejt (skanowanie pojazdu rentgenem). W Arabii Saudyjskiej doszedł parking w Ad-Dirijja w Rijadzie.
A Emiraty? W założeniach braliśmy pod uwagę tylko Salik, czyli opłaty za bramki w Dubaju. Finalnie obyło się bez Salika (bo po prostu nie było potrzeby), ale zamiast tego pojawiły się koszty „około-pojazdowe” – m.in. formalne wyrejestrowanie tymczasowego importu przy wyjeździe z ZEA do Omanu, no i mycie motocykla… bo był tak brudny, że szkoda gadać. 🧼 😄
🛡️ Ubezpieczenie pojazdu
- Podsumowanie części: 571,56 PLN (zakładaliśmy 1 450,00 PLN)
Jeśli chodzi o ubezpieczenie pojazdu, w teorii da się to przewidzieć lepiej niż np. „inne” wydatki, bo często są widełki cenowe i mniej więcej znane zasady w danym kraju. U nas finalnie ten klocek zamknął się kwotą sporo mniej planowaną — ale to nie dlatego, że znaleźliśmy magiczną promocję, tylko dlatego, że część rzeczy wyszła „życiowo”, a część… nie tak, jak powinna.
🇹🇷 W Turcji mieliśmy w głowie temat AC, ale ostatecznie go nie braliśmy. I tak mieliśmy Zieloną Kartę, a dodatkowo nie udało mi się znaleźć sensownej opcji, żeby to AC ogarnąć w sposób normalny i pewny.
🇮🇶 W Iraku temat ogarnęliśmy dzięki współpracy z Hamraa Insurance, więc tu poszło sprawnie.
🇰🇼 Kuwejt wyszedł delikatnie powyżej typowej kwoty, ale akurat to dało się oszacować jeszcze przed wyjazdem.
🇸🇦 Arabia Saudyjska to był wyjątek i mówimy to wprost: tu „zaoszczędziliśmy” na przypale 😬. Aplikacja nie działała jak trzeba i finalnie jechaliśmy bez ubezpieczenia. Nie polecamy i absolutnie nie jest to tip do kopiowania — raczej przestroga, że czasem system potrafi się wywalić w najmniej odpowiednim momencie, a Ty musisz mieć plan B.
🇴🇲 W Omanie z kolei poszło w drugą stronę — firma nas trochę oskubała 🙃, ale w procesie chargebacku udało się odzyskać mniej więcej połowę kwoty, więc temat finalnie nie bolał aż tak, jak na początku.
🇦🇪 No i Emiraty: tutaj akurat kwota była do przewidzenia.
⛽ Paliwo
No tutaj to mam swoją małą perełkę, bo serio: spisałem każde tankowanie. Gotówka, karta, wszystko. Wyszło z tego 49 wpisów w tabeli i dzięki temu paliwo mamy policzone „na czysto”, bez zgadywania.
- Podsumowanie części: 2 240,53 PLN (zakładaliśmy 2 344,93 PLN)
- Łączna ilość paliwa: 654,41 l (zakładaliśmy 656.83 l)
Daje to średnio ok. 13,4 litra na jedno tankowanie i ok. 45,7 zł na jedno tankowanie (wiadomo, mocno zależne od kraju).
Fajne smaczki z liczb:
- najdroższy litr wyszedł nam na 🇭🇺 Węgrzech: ok. 6,91 PLN/l
- najtańszy litr wyszedł w 🇰🇼 Kuwejcie: ok. 1,24 PLN/l
- największe kawałki budżetu paliwowego zrobiły: 🇹🇷 Turcja 645,21 PLN i 🇸🇦 Arabia Saudyjska 509,72 PLN (czyli tam, gdzie po prostu kręciliśmy najwięcej kilometrów)
I jeszcze jedna rzecz, która fajnie działa jako punkt odniesienia: przy średnim spalaniu ok. 6,5 l/100 km, te 654 litry oznaczają w praktyce mniej więcej 10 tys. km jazdy. Czyli paliwo w tej podróży to było około 22 PLN na 100 km (mniej więcej 0,22 PLN za kilometr).
📦 Transport powrotny motocykla
- Podsumowanie części: 4 956,93 PLN (zakładaliśmy 3 500,00 PLN)
Na etapie planowania zakładaliśmy, że motocykl wróci do kraju samolotem. W 2024 roku, kiedy robiłem research, sam transport lotniczy (bez całej lotniskowej „otoczki”) w Emirates kręcił się w okolicach 2600 AED, więc w excelu wrzuciliśmy na to bezpieczne 3 500 PLN i uznaliśmy, że temat jest ogarnięty.
Tyle że w praktyce wyszło inaczej. Gdy zaczęliśmy dopytywać i składać to w realną usługę „od A do Z”, szybko się okazało, że lotniczy powrót motocykla wyszedłby nam mniej więcej drugie tyle 😵💫. I wtedy decyzja była prosta: lecimy w kontener.
Stanęło na współpracy z Pangaea Speed Dubai 🤝 – za 3 291,60 PLN przetransportowali nam motocykl kontenerem do Bremy w 🇩🇪 Niemczech. Do tego dorzuciliśmy ubezpieczenie cargo „od wszystkiego” za 775,90 PLN, bo przy takim transporcie naprawdę nie chce się oszczędzać na kilku stówkach, jeśli potem ma boleć kilka tysięcy 😬.
Zostawał jeszcze ostatni odcinek: Brema → Polska. Transport do PL wyszedłby nam drogo, więc finalnie stwierdziłem: dobra, wracam na kołach. Koszt przejazdu zamknął się w 889,43 PLN.
I teraz najlepsze: grudzień, średnio 1–2°C ❄️, Niemcy–Polska, jazda na moto po odbiorze z transportu. Zajebisty pomysł, dziękuję, nigdy więcej 😂. Ale przynajmniej domknęło to temat logistycznie i finansowo.
Opłaty związane z nami
No dobra, przechodzimy do kosztów ludzkich, bo sam motocykl się nie poprowadzi, a my po drodze musimy gdzieś spać, coś jeść i ogarniać formalności. I tu jest ta różnica względem motocykla: część rzeczy da się kształtować stylem podróży. Możesz przyciąć budżet tańszym noclegiem, możesz dopłacić za lepszą lokalizację, możesz zrobić dzień oszczędny i dzień na bogato. Zaraz rozbijemy to na konkretne klocki.
🛂 Wizy
Wizy to z tych tematów, które wydają się proste, bo w 5 minut znajdziesz w internecie. I zazwyczaj tak jest… dopóki ktoś nie zmieni cennika między Twoją estymacją a realnym zakupem 😅.
- Podsumowanie części: 2 080,45 PLN (zakładaliśmy 1 480.18 PLN)
Największy strzał był w 🇮🇶 Iraku. Liczyliśmy 80 USD od osoby (bo tyle wtedy kosztowała wiza), a finalnie cena została powiększona przez rząd do kwoty 160 USD od osoby. Ponad dwa razy więcej. Super kraj, super ludzie, klimat świetny… ale ta podwyżka była serio „z gatunku: no błagam, ile?!” 🙃.
🇰🇼 Kuwejt i 🇸🇦 Arabia Saudyjska akurat wyszły nam blisko prognoz (nawet minimalnie taniej), więc to nie jest tak, że cały segment wiz odjechał.
🏨 Zakwaterowanie
Tu naprawdę da się pokombinować, jeśli ktoś chce. My poszliśmy w prostą zasadę: przed wyjazdem zabookowaliśmy wszystkie noclegi z opcją darmowego odwołania (najczęściej do końca dnia, czasem do dnia przed). Dzięki temu mieliśmy spokój w głowie, a jednocześnie zostawialiśmy sobie luz, gdyby trasa się rozjechała, temperatura nas dobiła albo po prostu chcieliśmy zostać gdzieś dłużej.
- Podsumowanie części: 10 694,27 PLN (zakładaliśmy 15 010,00 PLN)
Jasne, zdarzyły się miejsca, gdzie delikatnie przewaliliśmy 😅 — najlepszy przykład to Al Ula i nocleg w karawanie, który był najdroższą pozycją w całym zestawieniu. Tyle że w innych lokalizacjach udało się zejść dużo niżej, więc finalnie całość i tak się obroniła.
Najciekawsze liczby:
- 💎 Najdroższy nocleg: Caravan by Habitas Al-Ula – 810,80 PLN za 1 noc,
- 🪙 Najtańszy nocleg: The First Collection Dubai Jumeirah Village Circle – 189,28 PLN za 1 noc,
- 📊 Średnia cena za nocleg: 297,00 PLN za 1 noc.
I jeszcze dwa pro-tipy z naszego doświadczenia:
- 🔎 Nie trzymaj się jednego portalu. My mieszaliśmy Booking i Agodę, bo w wielu miejscach Agoda potrafi mieć te same obiekty taniej albo z lepszymi warunkami. Warto porównać 2–3 opcje i dopiero kliknąć.
- 💳 Jeśli możesz, płać kartą. Nie dlatego, że „ładniej wygląda w historii”, tylko z czysto praktycznego powodu: jak obiekt nie dowozi tego, co obiecał (brak śniadania, wifi nie działa, standard jest zupełnie inny, a obsługa rozkłada ręce), to masz realną ścieżkę reklamacji i chargeback.
📶 Łączność
Internet w trasie to nie tylko mapy i wrzucenie story – to też logistyka, rezerwacje, bank, szybkie sprawdzenie informacji, a czasem po prostu kontakt między nami.
- Komunikacja telefoniczna: 663,10 PLN (zakładaliśmy 1 096,00 PLN)
Tu mocno pomogło to, że braliśmy eSIM-y (lub lokalne karty SIM) sensownie pod kraje – a nie regiony. I mały pro-tip z praktyki: nie oszczędzajcie na tym, żeby jedna osoba miała internet, a druga „jakoś sobie poradzi”. Przy takim wyjeździe lepiej, żeby każdy miał swoją kartę/eSIM – bo jak pójdziecie osobno na spacer, zgubicie się w tłumie albo rozdzielicie na chwilę, to kontakt ratuje czas i nerwy.
- Komunikacja satelitarna: 362,40 PLN (zakładaliśmy 149,76 PLN)
Tu przekroczenie budżetu było bardzo proste: nie uwzględniliśmy opłaty aktywacyjnej 🤦♂️ i wyszło, jak wyszło. Z drugiej strony to jest koszt „jednorazowy” w tym sensie, że jeśli w przyszłym roku znowu gdzieś jedziemy i zmieścimy się w oknie powrotu do subskrypcji (maksymalnie rok), to już nie będziemy musieli aktywować wszystkiego od zera.
🍽️ Wyżywienie
Tu był ten moment, gdzie jak wrzuciłem estymaty do excela, to Jadzia była gotowa mnie powiesić 😄. Ale finalnie… wyrobiliśmy się. I to nawet z zapasem.
Założyliśmy bardzo prostą metodę liczenia: stała stawka dzienna na jedzenie dla dwóch osób i rozpisanie tego na kraje według liczby dni. Bez zgadywania „a może tu będzie drożej, a tu taniej” — bo na etapie planowania i tak nie przewidzisz, czy zjecie trzy razy street food, czy wpadnie raz normalna knajpa i kawa do tego.
- Podsumowanie części: 4 501,88 PLN (zakładaliśmy 5 388,60 PLN)
To daje średnio około 122 PLN dziennie na dwie osoby (licząc 37 dni wyprawy). Czyli w praktyce wychodzi coś koło 61 PLN na osobę dziennie — i to jest dokładnie ten poziom, który pozwala jeść normalnie, a nie żyć na chipsach z Orlenu 😅.
Co ciekawe, największe „odchyłki” wcale nie wynikały z tego, że gdzieś było drogo, tylko z tego, jak długo byliśmy w danym kraju i jak nam się układał dzień:
- w 🇷🇸 Serbii i 🇧🇬 Bułgarii wyszło trochę powyżej planu,
- 🇸🇦 Arabia Saudyjska i 🇴🇲 Oman wyszły wyraźnie poniżej prognozy, bo dało się jeść sensownie i bez przepalania kasy,
- 🇦🇪 Emiraty wyszły wyżej niż zakładaliśmy.
✈️ Transport powrotny
Ten segment to nasz ulubiony przykład, jak plan potrafi się kompletnie rozjechać z realem – ale akurat w dobrą stronę 😄.
- Podsumowanie części: 1 571,60 PLN (zakładaliśmy 5 600,00 PLN)
Trasa była DXB (Dubai International Airport) → FRA (Frankfurt Airport) → WAW (Warsaw Chopin Airport), a na bilety poszło 18 000 mil w Miles & More 🎫. Te 1 571,60 PLN, które widać, to dopłaty: głównie za bagaże rejestrowane oraz opłaty lotniskowe i „podatki”, które i tak trzeba pokryć nawet przy bilecie nagrodowym.
Jeśli latacie choć trochę i zbieracie mile, to taki powrót potrafi urwać z budżetu parę złotych 💪.
🎟️ Atrakcje i inne wydatki
Tego nie próbowaliśmy wyceniać „co do złotówki” na etapie planu, bo to jest najbardziej losowa część budżetu. Zależy od dnia, humoru, pogody, tego czy akurat trafisz na fajne miejsce i czy chcesz wydać kasę na „przeżycie” albo na zwykłe pierdoły typu metro, pranie czy kawę. Dlatego w kosztorysie te dwie kategorie traktowaliśmy jako osobną warstwę: dopisywaną w trakcie, ale skrupulatnie notowaną, żeby potem było widać, gdzie zniknęły pieniądze.
- Atrakcje: 1 5873,00 PLN
Tu największy wydatek zrobiła 🇹🇷 Turcja: 1 145,20 PLN, z czego sam lot balonem w Kapadocji kosztował 1 027,71 PLN. Reszta to już typowe bilety “po drodze”: muzea, wejściówki, punkty widokowe. Poza Turcją atrakcje były raczej symboliczne: 🇮🇶 Irak 139,11 PLN (np. Babilon), 🇰🇼 Kuwejt 71,24 PLN (Kuwait Towers), 🇸🇦 Arabia Saudyjska 183,83 PLN (np. Maraya), 🇴🇲 Oman 43,67 PLN.
- Inne: 3 046,35 PLN
Tu wchodzi całe życie między punktami: bilety na komunikację, taxi, zakupy w sklepach, pranie, drobne opłaty, napoje, pamiątki, toaleta na stacji – takie klimaty. Najwięcej wyszło nam w 🇦🇪 Emiratach: 709,88 PLN i w 🇴🇲 Omanie: 578,50 PLN — po prostu najłatwiej tam o droższe “drobiazgi”, które pojedynczo nie bolą, a w sumie robią konkret.
📌 Razem atrakcje + inne dały 4 629,40 PLN. Przy 37 dniach wyprawy wychodzi średnio około 125 PLN dziennie na wszystko, co nie jest noclegiem, jedzeniem, paliwem, wizami itd.
Czy było warto? Nasze podsumowanie
No pewnie, że było warto. I mówimy to jako ktoś, kto do samego dnia wyjazdu miał w głowie lekkie „czy my na pewno robimy to mądrze?” 😅. Bo to nie jest decyzja typu „lecimy na tydzień do miasta i najwyżej wrócimy wcześniej”. To był nasz pierwszy tak długi wyjazd na kołach i pierwszy raz, kiedy naprawdę oddaliśmy stery trasie, pogodzie i temu, co wydarzy się po drodze.
I serio – mamy ogromny szacunek do ludzi, którzy jadą jeszcze dalej 🙌. Motocyklem do Australii? Brzmi jak kosmos, ale są tacy 😳. My też mamy o tyle łatwiej, że nasze zawody pozwalają czasem pracować zdalnie i wpleść w to życie. A jeśli ktoś kocha podróże, ale pracuje fizycznie, to często wygląda to inaczej: urlop trzeba wyrywać z kalendarza, a nie „dociągnąć” sobie dzień czy dwa laptopem. Tym bardziej szacunek.
Czy porwalibyśmy się na coś takiego jeszcze raz? Tak. Bez wahania ✅. Pewnie już w innym kierunku, bo lubimy poznawać nowe, ale sam format wyprawy – długi dystans, dużo krajów, sporo improwizacji i dużo życia w trasie – zostaje z nami na długo.
Bliski Wschód był dla nas pod tym względem dobrym pierwszym wyborem. To nie był skok w totalną niewiadomą: region już znaliśmy, mieliśmy mniej więcej świadomość temperatur, stylu jazdy, klimatu i tego, na co się piszemy. I to chyba jest najważniejszy wniosek: pierwsza taka wyprawa jest dużo łatwiejsza, jeśli nie zaczynasz od najbardziej hardcorowego kierunku świata, tylko od miejsca, które już choć trochę czujesz.
I jeszcze jedna ważna rzecz, bo bez tego ten wpis o finansach byłby niepełny: nie zrobilibyśmy tej wyprawy w takiej formie bez wsparcia ludzi dookoła ❤️.
- 🤝 Po pierwsze – partnerzy i sponsorzy. Część kosztów udało się obniżyć dzięki współpracom, barterom i rabatom. Czasem to były konkretne rzeczy sprzętowe, czasem usługi, czasem po prostu zniżka, która w budżecie robi różnicę. A do tego doszedł sponsoring pasji – czyli ten typ wsparcia, który nie jest „reklamą dla reklamy”, tylko realnym dołożeniem cegiełki do projektu, który ma sens, bo stoi za nim robota, przygotowania i potem relacja z trasy.
- 👨👩👧👦 Po drugie – rodzina. Nie zawsze wprost, nie zawsze „tu masz przelew”, ale często w praktyczny sposób: wsparciem mentalnym i tym, że ktoś trzyma kciuki, kiedy Ty jesteś tysiące kilometrów od domu. Takie rzeczy nie mają ceny, ale bez nich dużo trudniej zachować spokój i fokus na trasie.
A finanse? Ta cała tabelka, liczby i porównania to tylko narzędzie. Najważniejsze jest to, co zostało w głowie po wszystkim. I to jest dokładnie ten powód, dla którego ten wyjazd był wart każdej złotówki 💛.