Wypadek drogowy w marrakeszu: dwa auta po kolizji na ulicy, z rozrzuconymi odłamkami na jezdni. Maroko Wypadek drogowy w marrakeszu: dwa auta po kolizji na ulicy, z rozrzuconymi odłamkami na jezdni. Maroko

Wynajem samochodu w Maroko – zanim wyjedziesz z parkingu

Lokalne agencje, płatne autostrady i ubezpieczenie które nic nie pokrywa. Nasz przewodnik po wynajmie samochodu w Maroku z pierwszej ręki.

This post is also available in: English

Spis treści

Cześć! 👋

Zanim tu trafiliście, pewnie już gdzieś przeczytaliście, że wynajem auta w Maroku to świetny pomysł. I tak, jest — ale z gwiazdką. W sieci roi się od historii o skuterzystach, którzy wjeżdżają w wynajęte auto i znikają zanim zdążysz zamknąć usta, o wypożyczalniach, które po zwrocie kluczyków nagle „odkrywają” uszkodzenia, i o policji, która chętnie wypisuje mandaty za gotówkę, niekoniecznie z pokwitowaniem.

Część z tego sami zaliczyliśmy. Nie będziemy spoilerować od razu — po kolei.

Jeśli dopiero zaczynacie przygody z nami i nie wiecie skąd w ogóle wzięliśmy się w Maroku, najpierw zajrzyjcie do wpisów o Marrakeszu i Essaouirze. Tu skupiamy się już tylko na samochodzie — co podpisać, czego nie podpisać i dlaczego 145 złotych za tygodniowy wynajem powinno od razu zapalić Wam czerwoną lampkę.

Czy w ogóle warto wynajmować auto?

Zależy czego oczekujecie od wyjazdu. Jeśli przylatujesz na trzy dni do Marrakeszu, chcesz przejść medynę, zjeść tagine i wrócić do kraju — samochód Ci niepotrzebny. Miasto można zwiedzić nogami albo skorzystać z apki inDrive. Ale jeśli chcecie ruszyć poza Marrakesz, pojechać nad Atlantyk, w góry albo na południe — bez własnego transportu będziecie zależeć od czyjejś uprzejmości i rozkładów jazdy. A my tak nie lubimy.

Da się też do Maroka przyjechać własnym autem — trasa z Polski przez Hiszpanię i przeprawa promem z Tarify do Tangeru to realna opcja na dłuższą wyprawę. Ale jeśli przylatujesz tutaj samolotem, to wynajem na miejscu po prostu ma sens. Lądujesz, bierzesz kluczyki i jesteś wolny. Z jedną gwiazdką, o której za chwilę.

Ta gwiazdka to marokańskie drogi. Statystyki mówią wprost — Maroko zalicza rocznie ponad 80 tysięcy wypadków drogowych, przy populacji podobnej do Polski, która ma ich dwa razy mniej. Sami marokańscy urzędnicy mówią o tym jak o „socjoekonomicznym kataklizmie”. Słowa nie są przypadkowe.

My mamy za sobą wynajem aut w kilkunastu krajach i zazwyczaj wiemy mniej więcej czego się spodziewać. W Afryce byliśmy po raz drugi i nie ukrywamy, że ta czerwona lampka przy rezerwacji świeciła dość wyraźnie. Mimo to zdecydowaliśmy się wejść w to świadomie — mając doświadczenie, ubezpieczenie i wiedzę jak odzyskiwać środki w razie problemów. Gdybyśmy jechali tu pierwszy raz w życie z wynajmem auta w ogóle — może byśmy dwa razy pomyśleli.

Co z tym drogowym chaosem? Poza miastem jest naprawdę okej. Drogi między Marrakeszem, a Essaouirą były w dobrym stanie, ruch mały, jazda przyjemna. Autostrada i drogi szybkiego ruchu to już w ogóle spokój. Problem zaczyna się przy wjeździe do miasta — i to dosłownie od pierwszego skrzyżowania.

Gdzie szukać i co porównywać

W naszym przypadku zaczynamy od porównywarki — najczęściej od Economy Car Rentals (kiedyś używaliśmy Rental Cars) i przy okazji sprawdzamy co wychodzi u innych pośredników. Chodzi o to, żeby zobaczyć pełen obraz rynku, bo ten sam samochód od tej samej wypożyczalni potrafi mieć różną cenę w zależności od tego, przez kogo rezerwujesz. Nie ma jednej wyrocznie — warto przejrzeć kilka okienek.

Przy wyborze oferty jedna zasada jest dla nas absolutna: kaucja tylko kartą kredytową. Nie gotówką, nie przelewem. Karta kredytowa daje Wam chargeback — czyli realne narzędzie do odzyskania pieniędzy jeśli wypożyczalnia zacznie kombinować po zwrocie auta. Gotówki w depozycie nie odzyskacie już nigdy, jeśli firma postanowi ją zatrzymać.

Jeśli natraficie na ofertę bez kaucji w ogóle — to nie jest okazja, to czerwona flaga (przynajmniej znów – dla nas). Taka wypożyczalnia nie ma nic do stracenia, więc i Wy możecie mieć problemy przy zdaniu auta, których sobie nie wyobrażacie.

Na co zwrócić uwagę przy wyborze wypożyczalni

Poza ceną i kaucją jest kilka rzeczy, które warto sprawdzić zanim klikniecie „rezerwuj”:

  • Opinie — Google Maps, Trustpilot, fora podróżnicze. Jeśli większość recenzji krzyczy „naliczyli mi dodatkowe opłaty po zwrocie” — wierzcie im.
  • Koło zapasowe — w Maroku przebicie opony to realna opcja, szczególnie poza asfaltem. Część wypożyczalni wydaje auta bez koła zapasowego i bez zestawu naprawczego. Sprawdzajcie przy odbiorze.
  • Constat amiable — czyli formularz oświadczenia o kolizji po francusku. Poproście o niego przy odbiorze kluczyków. Jeśli wypożyczalnia patrzy na Was z zdziwieniem — to też coś mówi o firmie. Albo sami sobie wydrukujcie jeszcze będąc w domu.
  • Polityka paliwa — odbierasz z pełnym bakiem, oddajesz z pełnym. Inne warianty to zazwyczaj pułapka.

Jeśli chcecie wesprzeć to co robimy, możecie skorzystać z naszego linku do Economy Car Rentals — dla Was nic się nie zmienia, a my dostajemy małą prowizję od rezerwacji:

👉 Economy Car Rentals – sprawdź ceny w Maroku

Dokumenty i wymagania

Do wynajmu auta w Maroku nie potrzebowaliśmy żadnych egzotycznych dokumentów, ale kilka rzeczy trzeba mieć przygotowanych. I najlepiej nie sprawdzać tego dopiero przy ladzie w wypożyczalni, kiedy ktoś już trzyma Waszą rezerwację w ręku i zaczyna się robić nerwowo.

My mieliśmy ze sobą:

  • paszport — do Maroka nie wjedziecie na polski dowód osobisty;
  • polskie prawo jazdy — przy pobycie turystycznym powinno wystarczyć;
  • międzynarodowe prawo jazdy — nie zastępuje krajowego prawa jazdy, ale może ułatwić rozmowę z wypożyczalnią albo policją;
  • kartę kredytową na nazwisko głównego kierowcy — do blokady depozytu;
  • rezerwację auta i warunki wynajmu — najlepiej zapisane offline w telefonie;

Z prawem jazdy sprawa jest trochę mniej oczywista. Polskie prawo jazdy jest w Maroku uznawane przy krótkim pobycie turystycznym, ale my i tak zabraliśmy międzynarodowe prawo jazdy. Zrobilibyśmy to drugi raz. To tani dokument, a może oszczędzić bezsensownej dyskusji, jeśli traficie na wypożyczalnię z własnymi zasadami albo kontrolę drogową, gdzie ktoś nie będzie miał ochoty analizować europejskiego dokumentu.

Zróbcie też skany albo zdjęcia dokumentów: paszportu, prawa jazdy, rezerwacji. Nie po to, żeby pokazywać je zamiast oryginałów, bo to raczej nie przejdzie, ale żeby mieć cokolwiek pod ręką, jeśli coś zgubicie.

Druga ważna rzecz to karta kredytowa. Dla nas to warunek obowiązkowy. Korzystamy z wypożyczalni, które blokują depozyt na karcie kredytowej, a nie proszą o gotówkę do ręki. Gotówka brzmi prosto tylko do momentu, w którym przy zwrocie auta pojawia się spór o rysę, odprysk albo „nowe” uszkodzenie. Wtedy nagle nie macie żadnego sensownego narzędzia nacisku.

Przy karcie kredytowej możecie przynajmniej próbować uruchomić chargeback, czyli reklamację transakcji przez bank. W prostych słowach: zgłaszacie, że obciążenie było niesłuszne albo niezgodne z usługą, a bank otwiera spór z organizacją płatniczą i sprzedawcą.

Minimalny wiek kierowcy zależy od wypożyczalni. Najczęściej przy wynajmie w Maroku pojawia się granica 21–23 lata, ale przy większych autach, SUV-ach, automatach albo droższych modelach firma może wymagać 25 lat i kilku lat posiadania prawa jazdy.

Ubezpieczenie

Przy wynajmie auta trzeba rozdzielić dwie rzeczy, które często wrzuca się do jednego worka: ubezpieczenie samochodu i ubezpieczenie Waszego udziału własnego / kaucji. To nie jest to samo.

Auto z wypożyczalni zwykle ma już podstawowe ubezpieczenie. Bez tego normalna firma nie powinna w ogóle wypuścić samochodu na drogę. Problem zaczyna się przy szkodzie, bo nawet jeśli auto jest ubezpieczone, wypożyczalnia może obciążyć Was do wysokości udziału własnego, czyli kwoty, za którą odpowiadacie z własnej kieszeni.

Najprościej wygląda to tak:

  • ubezpieczenie auta — chroni samochód jako pojazd;
  • udział własny / excess — maksymalna kwota, którą wypożyczalnia może Wam potrącić przy szkodzie;
  • depozyt / kaucja — blokada na karcie jako zabezpieczenie dla wypożyczalni;
  • ubezpieczenie udziału własnego — polisa, z której możecie później odzyskać pieniądze, jeśli wypożyczalnia obciąży Was za szkodę.

I tu jest najważniejszy haczyk: ubezpieczenie udziału własnego zwykle nie sprawia, że wypożyczalnia nic Wam nie pobierze.

Najczęściej działa to tak:

  • wypożyczalnia blokuje depozyt na karcie;
  • przy szkodzie pobiera część albo całość tej kwoty;
  • Wy zbieracie dokumenty od wypożyczalni;
  • potem zgłaszacie sprawę do swojego ubezpieczyciela;
  • ubezpieczyciel analizuje sprawę i ewentualnie zwraca Wam pieniądze.

Czyli to nie jest tarcza przed wypożyczalnią przy ladzie. To raczej mechanizm odzyskania pieniędzy po fakcie.

My takim zewnętrznym zabezpieczeniem objęliśmy kaucję przez polisę w Revolucie. W naszym przypadku ubezpieczenie było obsługiwane przez firmę xCover. Nie jest to reklama Revoluta, bo nikt nam za to nie płaci. Po prostu z tego korzystamy, więc opisujemy nasz przypadek. A czy taka polisa działa w praktyce, a nie tylko w aplikacji? O tym będzie niżej, bo u nas faktycznie trzeba było ją uruchomić.

Odbiór auta – jak nie wpaść

Odbiór auta to ten moment, w którym łatwo machnąć ręką, bo jesteście po locie, chcecie już ruszyć i nie macie ochoty chodzić dookoła samochodu z telefonem. My robimy odwrotnie: im bardziej ktoś się spieszy, tym wolniej sprawdzamy auto.

Przy wynajmie samochodu najważniejszy jest protokół odbioru. Każda rysa, wgniotka, pęknięcie, odprysk, uszkodzona felga albo brudny ślad, który może później zostać uznany za uszkodzenie, powinny być wpisane w dokumenty. Nie tylko „na słowo”. Jeśli czegoś nie ma w protokole, przy zwrocie może się okazać, że to nagle Wasza szkoda.

My przy odbiorze robimy zawsze zdjęcia i film. Telefonem, bez żadnej filozofii. Ważne, żeby było widać całe auto i zbliżenia na uszkodzenia.

Sprawdzamy po kolei:

  • przód auta, maskę i zderzak;
  • tylny zderzak i klapę bagażnika;
  • wszystkie drzwi i progi;
  • dach, jeśli da się go sensownie obejrzeć;
  • szyby i lusterka;
  • felgi i opony;
  • światła;
  • wnętrze, fotele, deskę rozdzielczą i bagażnik;
  • poziom paliwa;
  • przebieg;
  • wyposażenie, które jest wpisane w umowie.

Przy odbiorze nie dajcie się zbyć tekstem, że „to mała rysa” albo „to normalne”. Może i normalne, ale wtedy niech będzie normalnie wpisana w protokół. Jeśli pracownik nie chce czegoś dopisać, robimy zdjęcie, nagrywamy film i najlepiej wysyłamy je od razu mailem albo przez WhatsApp do wypożyczalni, żeby został ślad z datą.

Najbezpieczniejsza polityka paliwowa to pełny bak do pełnego baku. Odbieramy pełny, oddajemy pełny i robimy zdjęcie wskaźnika paliwa oraz paragonu z ostatniego tankowania. Jeśli wypożyczalnia sama dolewa paliwo po zwrocie, cena potrafi być dużo wyższa niż na normalnej stacji, a do tego dochodzi opłata serwisowa.

Jeśli przy zwrocie pojawia się konflikt, nie podpisujcie niczego, z czym się nie zgadzacie. Jeśli ktoś próbuje wpisać szkodę, której nie zrobiliście, poproście o pokazanie jej przy samochodzie, porównajcie z filmem z odbioru i wpiszcie swoje zastrzeżenie do dokumentu. Nie chodzi o robienie awantury, tylko o to, żeby nie potwierdzić własnym podpisem czegoś, co później będzie podstawą do obciążenia karty.

Jazda po Maroku – jak to wygląda

Hmmm… xD Nie jest wszędzie tak samo. Autostrada między dużymi miastami i przejazd przez środek Marrakeszu to są dwa różne doświadczenia, więc nie ma sensu wrzucać tego do jednego worka.

W mieście jest najtrudniej… Nie dlatego, że samochody jeżdżą kompletnie bez zasad, bo auta są jeszcze w miarę przewidywalne. Największy problem robią jednoślady: skutery, małe motocykle, rowery i wszystko, co mieści się między pasami. Potrafią pojawić się z lewej, prawej, przed maską, przy skręcie, przy rondzie, przy parkowaniu.

Dlatego w mieście jechaliśmy defensywnie (jak zaraz doczytacie poniżej, nie zawsze się to udaje). Nie chodzi o panikę, tylko o ciągłe zakładanie, że ktoś za chwilę zrobi coś dziwnego. Szczególnie przy skręcaniu w prawo, zmianie pasa i ruszaniu spod świateł. Tam nie wystarczy spojrzeć w lusterko raz. Trzeba sprawdzać bok auta kilka razy, bo skuter potrafi wjechać w przestrzeń, której sekundę wcześniej nie było.

Poza miastem robi się wyraźnie spokojniej. Na dłuższych odcinkach Maroko jest całkiem przyjemne do jazdy, pod warunkiem że dobrze rozumiecie, jaką drogą jedziecie. Autostrady są najprostsze: płatne, dobrze utrzymane, z bramkami i normalnym tempem jazdy. To nie jest miejsce, gdzie mieliśmy większy stres.

Największa różnica zaczyna się na drogach jednojezdniowych. Na mapie potrafią wyglądać niewinnie, a w praktyce czas przejazdu robi się dużo dłuższy niż wynikałoby z kilometrów. Droga może być okej, ale dochodzą ciężarówki, miejscowości, ronda, odcinki z ograniczeniami, zwierzęta, piesi i lokalny ruch. I nagle 180 km nie jest „dwie godzinki”, tylko normalna część dnia.

Rodzaje dróg

W Maroku spotkacie kilka typów dróg:

  • autoroutes, czyli autostrady — płatne, zwykle najlepsze jakościowo, limit najczęściej do 120 km/h;
  • voies express, czyli drogi szybszego ruchu — bez poziomu autostrady, ale lepsze niż zwykłe trasy lokalne;
  • routes nationales, czyli drogi krajowe — często najważniejsze jednojezdniowe trasy między miastami;
  • routes régionales i provinciales — drogi regionalne i lokalne, gdzie jakość potrafi się mocno zmieniać.

Ten podział ma znaczenie przy planowaniu trasy. Jeśli Google Maps pokazuje podobny dystans, ale jedna opcja idzie autostradą, a druga drogami krajowymi i regionalnymi, to w Maroku nie jest to tylko różnica „ładniejszej trasy”. To może być różnica między spokojnym przejazdem, a jazdą przez miejscowości, za ciężarówkami i z ciągłym zwalnianiem.

Zasady na drodze

Limity prędkości najczęściej wyglądają tak:

  • do 120 km/h na autostradach;
  • do 100 km/h poza terenem zabudowanym;
  • około 40–60 km/h w miastach i miejscowościach — zawsze patrzcie na znaki, bo ograniczenia potrafią zmieniać się szybko.

I tutaj ważna rzecz: w Maroku naprawdę trzeba pilnować prędkości. Kontrole radarowe są częste, również w miastach, przy wjazdach do miejscowości i na drogach, które wyglądają na „puste”. Policja potrafi stać z ręcznym radarem, a kawałek dalej zatrzymywać kierowców. Nie liczylibyśmy na nasze polskie podejście w stylu „kilka kilometrów więcej przejdzie”. Dostaliśmy mandat za przekroczenie o 6 km/h, nie mają marginesu błędu przy pomiarze.

Ile to kosztuje?

Ceny wynajmu auta w Maroku potrafią wyglądać podejrzanie dobrze. I to nie jest przesada — w Marrakeszu da się znaleźć oferty za kilkanaście euro dziennie, a przy tygodniowym wynajmie najtańsze opcje potrafią schodzić do okolic 70–90 euro za tydzień. W porównywarkach pojawiają się też stawki od około 11–16 euro za dzień dla najtańszych aut z lotniska w Marrakeszu.

Tak jak wcześniej pisaliśmy – najczęściej korzystamy z Economy Car Rentals, bo przy wielu wyjazdach działało to u nas po prostu najwygodniej: jedna porównywarka, dużo ofert, jasna rezerwacja i możliwość sprawdzenia warunków przed kliknięciem. Nie znaczy to, że każda wypożyczalnia z porównywarki będzie dobra. Porównywarka to tylko pośrednik. Samochód finalnie wydaje konkretna lokalna firma i to jej zasady, podejście oraz obsługa robią największą różnicę.

W naszym przypadku zapaliła się czerwona lampka już przy cenie. Za 7 dni wynajmu wyszło nam trochę ponad 150 PLN. To była oferta tak tania, że właściwie sama prosiła się o pytanie: „gdzie jest haczyk?”.

No i możecie powiedzieć: sami się prosiliście. Trochę tak 😄

Tylko że my weszliśmy w to świadomie. Wiedzieliśmy, że mamy osobne ubezpieczenie udziału własnego, depozyt idzie na kartę kredytową, a nie w gotówce, i że w razie problemów mamy jakąś ścieżkę walki o pieniądze. Nie pierwszy raz wynajmowaliśmy auto, nie pierwszy raz widzieliśmy dziwne akcje przy zwrocie i nie był to dla nas kompletnie losowy strzał w ciemno.

Gdyby ta sama wypożyczalnia powiedziała: „kaucja tylko gotówką”, to temat by się skończył od razu. Nie zostawiamy gotówki jako depozytu, bo później możecie mieć bardzo małe pole manewru, jeśli ktoś uzna, że jednak coś potrąci. Karta kredytowa plus ubezpieczenie nie dają stuprocentowego spokoju, ale dają przynajmniej narzędzia.

Dla porównania, kiedy patrzyliśmy na normalniejsze oferty, tygodniowy wynajem małego auta w Maroku wychodził częściej w okolicach 400 PLN i więcej. To bardziej pasuje do tego, co widać w aktualnych zestawieniach: ekonomiczne auta w Maroku często zaczynają się od kilkunastu–kilkudziesięciu euro za dzień, a większe auta, SUV-y albo lepsze klasy kosztują wyraźnie więcej. Przykładowo, lokalne zestawienia podają ekonomiczne auta od około 18 EUR dziennie, a SUV-y i auta 4×4 potrafią zaczynać się od kilkudziesięciu euro dziennie.

Automat też zwykle kosztuje więcej. Nasz samochód był z manualną skrzynią biegów i to jest jedna z rzeczy, która mocno obniża cenę. W Maroku najtańsze oferty to zazwyczaj małe auta z manualem. Jeśli chcecie automat, większy samochód albo coś wygodniejszego na dłuższą trasę, cena potrafi szybko pójść w górę.

Nasza historia – kolizja

No i teraz przechodzimy do części, przez którą ten tekst w ogóle powstał. Bo wynajem auta w Maroku nie skończył się u nas tylko na odbiorze, zdjęciach i spokojnym zwrocie samochodu.

Mieliśmy kolizję.

Sytuacja była głupia i jednocześnie bardzo marokańska pod kątem tego, co działo się później. Zaparkowaliśmy samochód, ja byłem przy aucie, od strony kierowcy. Drzwi były tylko delikatnie uchylone — nie otwarte na szerokość, nie wystawione na pół ulicy. W tym momencie kierowca skutera zahaczył podnóżkiem swojego skutera o dolny narożnik drzwi.

Gdyby te drzwi były otwarte szerzej, uszkodzenia byłyby dużo większe. I szczerze mówiąc, sam kierowca skutera też mógłby skończyć znacznie gorzej, bo wjechałby prosto w krawędź drzwi. A tak to skończyło się tylko na wygiętym elemencie przy drzwiach i przewróceniu skutera.

Od razu zrobił się klasyczny chaos. Kierowca skutera próbował przerzucić temat na nas, pokazując, że boli go noga. Tylko że to nie zmieniało faktu, że wjechał w nasze auto. Dodatkowym problemem była bariera komunikacyjna – absolutnie nie dało się z nim jakimkolwiek językiem dogadać (nawet przy pomocy DeepL czy Google Translator).

I tu zaczęły się schody.

Numer alarmowy i policja

Pierwsza próba wezwania służb przez numer alarmowy była tragiczna. 112 nie zadziałało dla nas tak, jak działałoby w Europie. Trafiliśmy na komunikaty po francusku, automat, wybieranie opcji i brak sensownej rozmowy po angielsku. W sytuacji stresowej, z uszkodzonym wynajętym autem i kierowcą skutera obok, to nie jest detal.

Na miejscu pojawiła się najpierw jedna policja, potem druga, a finalnie też ktoś w rodzaju naszej drogówki. Jeden z funkcjonariuszy spisywał coś w zeszycie w kratkę. Nie dostaliśmy jednak żadnego formalnego dokumentu z interwencji. Żadnego papieru, który później można byłoby po prostu pokazać wypożyczalni albo ubezpieczycielowi.

Równolegle kontaktowaliśmy się z wypożyczalnią — telefonicznie i przez WhatsApp. Pytaliśmy, co jeszcze mamy zrobić, jakie dokumenty wziąć, czy potrzebują czegoś dodatkowego. Zamiast jasnej instrukcji dostawaliśmy komunikaty w stylu, że wszystko jest jasne, są zdjęcia, sprawa jest oczywista i nic więcej nie trzeba.

I to był błąd. Nasz i ich.

Zwrot samochodu

Nasz, bo za bardzo zaufaliśmy temu, że skoro wypożyczalnia wie o sprawie na bieżąco, to później nie będzie problemu. Ich, bo zamiast powiedzieć wprost: „musicie mieć taki i taki dokument z policji”, uspokajali nas, że zdjęcia i opis wystarczą. Przy wynajętym aucie taka nieprecyzyjna komunikacja potrafi później kosztować realne pieniądze.

Przy zwrocie samochodu atmosfera zmieniła się całkowicie. Pracownik wypożyczalni wiedział, że będziemy oddawać auto po kolizji, ale mimo wcześniejszego kontaktu zaczął bardzo dokładnie oglądać samochód i szukać wszystkiego, co da się dopisać do tematu. Pojawił się też pomysł załatwienia pieniędzy na miejscu.

Na to się nie zgodziliśmy.

Nie podpisywaliśmy niczego, z czym się nie zgadzaliśmy, bo od początku mówiliśmy jasno: to nie była nasza wina, a wcześniej pytaliśmy wypożyczalnię, czy musimy mieć jeszcze jakieś dokumenty. Zostaliśmy wprowadzeni w błąd, bo na miejscu kolizji usłyszeliśmy, że nic więcej nie trzeba, a przy zwrocie nagle okazało się, że brak potwierdzenia z policji jednak jest problemem.

Po oddaniu auta zablokowałem kartę kredytową, ale depozyt był już wcześniej zablokowany, więc wypożyczalnia i tak mogła pobrać środki z tej blokady. I tak właśnie się stało.

Wtedy uruchomiliśmy ubezpieczenie udziału własnego przez XCover w Revolucie. Zgłoszenie opisaliśmy bardzo dokładnie: co się stało, gdzie, kiedy, kto był na miejscu, jak wyglądał kontakt z wypożyczalnią, co mówiła policja, jakie były uszkodzenia. Dołączyliśmy zdjęcia, screeny rozmów, potwierdzenia i wszystko, co mieliśmy.

Po około dwóch tygodniach dostaliśmy zwrot z ubezpieczenia. Czyli sama polisa zadziałała. I to jest ważne, bo często takie ubezpieczenia wyglądają dobrze w aplikacji, ale prawdziwy test zaczyna się dopiero wtedy, kiedy trzeba odzyskać pieniądze.

Konsulat RP w Maroko

Największym absurdem została sprawa dokumentu z policji. Poprosiliśmy nasz polski konsulat w Rabacie o pomoc w uzyskaniu potwierdzenia interwencji. Sprawa ciągnie się od marca. Dostaliśmy dwie odpowiedzi, że coś próbują ustalić, a potem zapadła cisza. Mamy lipiec, wysyłaliśmy przypomnienia i nadal nie dostaliśmy realnej pomocy ani dokumentu.

Finalnie wysłaliśmy skargę do MSZ na działanie wydziału konsularnego. I piszemy to wprost: po naszym doświadczeniu trudno się dziwić, że w sytuacjach kryzysowych ludzie narzekają na brak wsparcia ze strony polskich placówek. U nas nie chodziło o ewakuację z kraju ani wielki dramat. Chodziło o pomoc w uzyskaniu papieru z policji po kolizji wynajętym autem. I nawet to okazało się drogą przez ścianę.

Related Posts

Marrakesz – pierwszy zachwyt, pierwszy chaos. Nasze wrażenia

Kilka dni w Marrakeszu wystarczy, żeby poczuć klimat tego miasta. Zobacz nasze wrażenia, obserwacje i to, co zapamiętaliśmy najlepiej.

Wynajem samochodu – na co zwrócić uwagę, by uniknąć problemów

Dowiedz się, na co uważać przy wynajmie samochodu w kraju i za granicą. Sprawdzone wskazówki, które oszczędzą Ci stresu i pieniędzy.

Arabia Saudyjska – Wrażenia z podróży i praktyczne porady

Praktyczne wskazówki z Arabii Saudyjskiej oparte na naszym doświadczeniu: wizy, przepisy, bezpieczeństwo, kuchnia i atrakcje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *