Para turystów robi selfie przed bramą torii w tokio, japonia Para turystów robi selfie przed bramą torii w tokio, japonia

Tokio dzień po dniu – dzielnice, miejsca i nasza trasa po mieście

Tokio jest zbyt duże, żeby próbować zobaczyć wszystko za jednym razem. Pokazujemy, jak podzieliliśmy zwiedzanie na konkretne dzielnice i miejsca, które faktycznie odwiedziliśmy podczas pierwszego pobytu.

This post is also available in: Przełącz na EnglishEnglish

Spis treści

Cześć! 👋

W poprzednim wpisie opowiedzieliśmy Wam, jak wyglądał nasz pierwszy pobyt w Tokio: jak się poruszaliśmy, gdzie spaliśmy, ile mniej więcej wydawaliśmy i jakie mieliśmy pierwsze wrażenia po przylocie.

Tutaj skupiamy się już tylko na miejscach, do których faktycznie dotarliśmy.

Nie będzie to jednak klasyczne „20 atrakcji Tokio, które musicie zobaczyć”. Tokio jest za duże, żeby sensownie biegać po nim od punktu do punktu, szczególnie jeśli część miejsc leży po przeciwnych stronach miasta. My zwykle wybieraliśmy jedną część Tokio i spędzaliśmy tam kilka godzin, łącząc miejsca położone blisko siebie.

Dlatego ten wpis ułożyliśmy podobnie. Akihabara, Ueno, Asakusa, Shibuya, Harajuku, Shinjuku i kilka mniej oczywistych miejsc pojawią się tutaj w takich grupach, w jakich sami je zwiedzaliśmy.

Nie zobaczyliśmy wszystkiego i nawet nie próbowaliśmy. To po prostu nasza trasa po Tokio z pierwszego wyjazdu – z miejscami, które nam się podobały, tymi trochę mniej ciekawymi i kilkoma, do których trafiliśmy dlatego, że akurat nas zainteresowały.

Akihabara

📍 Pinezka na Google Maps

Akihabara była pierwszą częścią Tokio, z którą miałem kontakt na dłużej, bo właśnie tutaj odbywał się firmowy event. I chyba dobrze, że trafiłem akurat tutaj, bo na start dostaje się sporą dawkę tego miasta, które człowiek wcześniej znał głównie ze zdjęć: mnóstwo ludzi, kolorowe elewacje, neony, wielkie reklamy i sklepy wciśnięte praktycznie wszędzie.

Historia tej dzielnicy dobrze tłumaczy, skąd w ogóle wziął się jej obecny charakter. Po II wojnie światowej Akihabara rozwijała się jako miejsce handlu częściami radiowymi i elektroniką. Później zaczęły pojawiać się coraz większe sklepy ze sprzętem, komputerami i częściami, a z czasem do elektroniki doszły gry, manga, anime, figurki i cała kultura otaku. Dziś te dwa światy są tam wymieszane praktycznie na każdym kroku.

Najbardziej rzuca się jednak w oczy liczba ludzi. Akihabara potrafi być naprawdę zatłoczona, szczególnie w okolicach stacji Akihabara Station. A no i w ogóle o czym warto pamiętać – w niedziele główna ulica jest zamykana dla samochodów i zamienia się w pieszy deptak, właśnie dlatego, że przewija się tam tak dużo osób.

I mimo całego tego tłumu dzielnica jest zaskakująco kompaktowa. Poza główną arterią szybko wpada się w dużo mniejsze uliczki, gdzie sklepy są dosłownie jeden przy drugim, czasem na kilku piętrach, czasem schowane gdzieś nad innym lokalem. To właśnie tam Akihabara robi się ciekawsza niż na pocztówkach, bo obok sklepu z figurkami możecie mieć mały punkt z częściami komputerowymi, retro grami czy elektroniką, której zastosowania nawet nie próbujemy zgadywać. 

Ueno Park i Ameyoko Market

Jeżeli zaczynacie dzień w Akihabarze, to do Ameyoko możecie spokojnie przejść pieszo. Ze stacji Akihabara to mniej więcej 15–20 minut, a do samego Ueno Park około 20–25 minut. To akurat jeden z tych fragmentów Tokio, gdzie nie ma większego sensu za każdym razem schodzić pod ziemię i łapać pociąg na jedną stację.

Ueno Park

📍 Pinezka na Google Maps

Ueno Park jest jednym z tych miejsc, które pozwalają na chwilę odciąć się od gęstej zabudowy Tokio. Powstał w 1873 roku i należy do najstarszych parków publicznych w Japonii. Wcześniej teren należał do świątyni Kan’ei-ji związanej z rodem Tokugawa, więc pod zwykłym „parkiem miejskim” siedzi tutaj całkiem sporo historii. 

Sam park jest duży i nie ogranicza się do alejek oraz drzew. Znajdują się tutaj muzea, świątynie, staw Shinobazu i najstarsze zoo w Japonii.

W kwietniu dochodzi oczywiście sakura. Ueno jest jednym z bardziej znanych miejsc do hanami w Tokio i przy pełnym kwitnieniu potrafi ściągać naprawdę duże tłumy. Nam udało się jeszcze załapać na końcówkę tego okresu, więc jak można się domyśleć – no nie udało się trafić idealnie w porę kwitnącej sakury 😆.

Ameyoko Market

📍 Pinezka na Google Maps

Po drugiej stronie Ueno dostajecie praktycznie odwrotność parku. Ameyoko to około pół kilometra bardzo gęstej zabudowy sklepów, straganów i lokali ciągnących się między stacjami Ueno i Okachimachi, częściowo także pod torami kolejowymi. Działa tam sporo punktów sprzedających praktycznie wszystko: jedzenie, ryby, ubrania, kosmetyki, przyprawy czy różnego rodzaju drobiazgi.

Samo miejsce ma ciekawą historię. Po II wojnie światowej działał tutaj czarny rynek, na którym sprzedawano między innymi towary pochodzące ze Stanów Zjednoczonych. Z czasem handel oczywiście się zalegalizował, ale układ ulic i charakter targowiska zostały.

I to czuć podczas spaceru. Jest ciasno, głośniej niż w parku, sprzedawcy próbują przekrzyczeć się nawzajem, nad głową przejeżdżają pociągi, a po obu stronach macie sklepy i jedzenie. Bardziej przypomina to klasyczny azjatycki bazar niż uporządkowane centrum handlowe.

Asakusa – Kaminarimon, Nakamise-dori i Sensō-ji

Jeżeli po Akihabarze i Ueno liczycie, że w Asakusie zrobi się trochę spokojniej, to raczej nie ten adres 😄 To jedna z najbardziej obleganych części Tokio i przy Kaminarimon potrafi być naprawdę gęsto od ludzi.

Całość zaczyna się przy Kaminarimon, czyli „Bramie Gromu”. To główne wejście prowadzące w stronę Sensō-ji i jeden z najbardziej rozpoznawalnych punktów Asakusy. Obecna brama pochodzi z 1960 roku, bo wcześniejsza spłonęła jeszcze w XIX wieku. Po obu stronach stoją posągi Fujina i Raijina, czyli bogów wiatru i piorunów, a pośrodku wisi ogromny czerwony lampion ważący około 700 kg.

Po przejściu pod bramą od razu wchodzicie na Nakamise-dori. To około 250 metrów ulicy handlowej prowadzącej prosto do kolejnej bramy świątyni. Po obu stronach jest około 90 niewielkich sklepów i stoisk z pamiątkami, słodyczami, wachlarzami, ceramiką czy drobnymi przekąskami. Sama tradycja handlu w tym miejscu sięga XVII wieku, więc nie jest to współczesna alejka zbudowana pod turystów, choć dzisiaj oczywiście turystów jest tam mnóstwo.

I właśnie na Nakamise najlepiej czuć skalę popularności Asakusy. Ulica nie jest szeroka, ludzie zatrzymują się przy stoiskach, robią zdjęcia, próbują jedzenia i wszyscy poruszają się w podobnym kierunku. Przy większym ruchu bardziej się przez nią przesuwacie, niż spokojnie spacerujecie. To nie odbiera miejscu uroku, ale jeśli ktoś liczy na pustą uliczkę prowadzącą do starej świątyni, to rzeczywistość wygląda trochę inaczej.

Na końcu dochodzicie do Sensō-ji, czyli najstarszej świątyni buddyjskiej w Tokio. Jej początki wiążą się z legendą z 628 roku, kiedy dwóch rybaków miało wyłowić z rzeki Sumida figurę Kannon. Pierwsza świątynia powstała tutaj później, w 645 roku, a przez kolejne stulecia kompleks był wielokrotnie niszczony i odbudowywany. Dziś Sensō-ji pozostaje jednym z najważniejszych miejsc kultu w Tokio i przyciąga około 30 milionów odwiedzających rocznie.

Na miejscu jest już trochę więcej przestrzeni niż na Nakamise, więc można spokojniej obejść główny pawilon, pagodę i pozostałą część kompleksu. Nadal jednak nie spodziewajcie się ciszy jak w małej świątyni gdzieś poza miastem. Sensō-ji jest jednocześnie miejscem kultu i jedną z największych atrakcji Tokio, więc te dwa światy funkcjonują tutaj razem.

Tokyo Skytree

📍 Pinezka na Google Maps

Po spacerze wzdłuż Sumidy naturalnym kolejnym punktem jest Tokyo Skytree, który właściwie przez cały czas macie gdzieś w tle. Z bliska robi większe wrażenie niż na zdjęciach, głównie przez skalę. Wieża ma 634 metry wysokości i jest najwyższą wieżą nadawczą na świecie.

Na górze są dwa poziomy widokowe. Tembo Deck znajduje się na wysokości 350 metrów, a wyżej jest jeszcze Tembo Galleria, prowadząca do około 450 metrów. My potraktowaliśmy Skytree przede wszystkim jako okazję, żeby w końcu zobaczyć Tokio z góry i trochę lepiej zrozumieć, jak ogromne jest to miasto.

I właśnie z tej perspektywy skala zaczyna robić się trochę absurdalna. Zabudowa ciągnie się właściwie po horyzont, a całe dzielnice, które wcześniej wydawały się wielkie, nagle wyglądają jak niewielkie fragmenty jednej zwartej masy budynków. Z jednej strony może to trochę przytłoczyć, bo dopiero stąd naprawdę widać, jak ciasno Tokio jest zabudowane. Z drugiej strony jest to zwyczajnie ciekawe, bo łatwiej sobie poukładać w głowie, po jak ogromnym obszarze poruszaliśmy się przez poprzednie dni.

Bilety nie są przesadnie drogie jak na tego typu atrakcję. Obecnie wejście tylko na Tembo Deck zaczyna się od 1800 JPY za osobę dorosłą, a pakiet obejmujący również Tembo Galleria od 3000 JPY przy zakupie online. Przy kasie na miejscu doliczana jest dodatkowa opłata, więc bilet wcześniej przez internet ma więcej sensu.

Czy trzeba wjeżdżać aż na najwyższy dostępny poziom? Niekoniecznie. Już z 350 metrów panorama jest na tyle szeroka, że dostajecie pełny obraz miasta. Wyższy poziom jest ciekawym dodatkiem, ale największy efekt i tak pojawia się w momencie, kiedy po raz pierwszy podchodzicie do szyby i widzicie Tokio rozciągnięte pod Wami praktycznie bez końca.

Tokyo Station i okolice Pałacu Cesarskiego

Tokyo Station robi wrażenie jeszcze zanim wejdziecie do środka. Od strony Marunouchi stoi ceglany budynek z 1914 roku, który po renowacji odzyskał wygląd zbliżony do pierwotnego. Trochę kontrastuje z otaczającymi go biurowcami i nowoczesną zabudową tej części miasta.

Po wejściu zaczyna się już zupełnie inna historia. Tokyo Station obsługuje ruch miejski, regionalny i dalekobieżny, w tym Shinkanseny, a pod ziemią ciągną się kolejne przejścia, sklepy i restauracje. Łatwo tam spędzić więcej czasu, niż się planowało, szczególnie przy pierwszej wizycie. Samo przejście między odpowiednimi peronami potrafi chwilę zająć, więc przy przesiadkach lepiej nie zostawiać sobie dwóch minut zapasu.

Od strony Marunouchi można później przejść pieszo w okolice Pałacu Cesarskiego. Do samego pałacu nie wchodzi się swobodnie jak do muzeum. To nadal oficjalna rezydencja rodziny cesarskiej, więc większość kompleksu pozostaje niedostępna. Dla zwiedzających otwarte są przede wszystkim okolice fosy oraz East Gardens, czyli Wschodnie Ogrody Pałacu Cesarskiego.

W ogrodach można zobaczyć między innymi fragmenty dawnych murów zamku Edo, szerokie tereny zielone i pozostałości po dawnych zabudowaniach. Wejście jest bezpłatne, ale trzeba pamiętać o dniach zamknięcia. Standardowo East Gardens są nieczynne w poniedziałki i piątki, z wyjątkami związanymi ze świętami i wydarzeniami cesarskimi.

Ginza

Z okolic Tokyo Station można spokojnie przejść do Ginzy pieszo. To około 15 minut spaceru, więc przy takim układzie dnia nie ma większego sensu ponownie schodzić do metra. Po drodze zabudowa zaczyna robić się coraz bardziej handlowa, aż dochodzicie do jednej z najbardziej znanych dzielnic zakupowych Tokio.

Nazwa Ginza ma zresztą bardzo dosłowne pochodzenie. W 1612 roku przeniesiono w te okolice mennicę srebrnych monet i właśnie od niej zaczęto potocznie nazywać ten fragment Edo „Ginza”. Sama mennica dawno zniknęła, ale nazwa została, a dzielnica z czasem wyrosła na jedno z ważniejszych centrów handlowych miasta. Pod koniec XIX wieku działały tu już duże sklepy, a okolica zaczęła kojarzyć się z bardziej elegancką stroną Tokio.

Dzisiaj najlepiej widać to przy Chuo-dori, głównej ulicy Ginzy. Domy towarowe stoją obok salonów światowych marek, sklepy często zajmują całe kilkupiętrowe budynki, a architektura jest wyraźnie bardziej uporządkowana niż chociażby w Akihabarze. Sama Chuo-dori ma około 1,2 km długości.

Jeżeli traficie tutaj w weekend albo święto, jest jeszcze przyjemniej. Po południu część Chuo-dori jest zamykana dla samochodów i zamienia się w szeroki deptak. Ta tradycja działa od 1970 roku. Już pierwszego dnia po zamkniętej ulicy miało przejść około 230 tysięcy osób, więc pomysł ewidentnie się przyjął.

Shibuya – Hachikō, Shibuya Crossing i Center-gai

Shibuya to kolejny z tych fragmentów Tokio, gdzie tłum przestaje być tłem, a staje się właściwie częścią miejsca. Zaraz po wyjściu ze stacji trafia się na pomnik Hachikō, jednego z najbardziej znanych punktów spotkań w mieście. Historia psa jest dość dobrze znana: przez lata czekał pod stacją na swojego właściciela, także po jego śmierci. Sam pomnik jest niewielki, ale praktycznie cały czas ktoś robi przy nim zdjęcie albo na kogoś czeka.

Kilka kroków dalej jest Shibuya Crossing, czyli skrzyżowanie, które przewija się w filmach, reklamach i właściwie wszędzie tam, gdzie ktoś chce jednym obrazkiem pokazać Tokio. Przy zmianie świateł potrafi przejść przez nie jednocześnie ponad tysiąc osób. Najciekawsze jest to, że przy tej liczbie ludzi ruch nadal wygląda zaskakująco sprawnie.

My chcieliśmy zobaczyć crossing także z góry. Zamiast kupować wejście na punkt widokowy, weszliśmy do Starbucksa w budynku QFront naprzeciwko skrzyżowania. Pomysł mieliśmy dobry, tylko nie byliśmy pierwsi, którzy na niego wpadli 😄 Drugie piętro ma bezpośredni widok na przejście i jest jednym z popularniejszych miejsc do obserwowania całego ruchu z góry, więc znalezienie miejsca przy szybie potrafi chwilę zająć.

Po drugiej stronie skrzyżowania zaczyna się Shibuya Center-gai, czyli sieć węższych ulic pełnych sklepów, restauracji, barów i karaoke. To jeden z głównych obszarów związanych z młodzieżową kulturą, modą i nocnym życiem Shibuyi. W dzień jest tłoczno, wieczorem dochodzą neony i jeszcze więcej ludzi, więc charakter miejsca zmienia się razem z porą dnia.

Harajuku – Meiji Jingu, Takeshita Street i Omotesando

Harajuku kojarzy się głównie z modą, młodzieżową kulturą i Takeshita Street, ale kilka minut od stacji można wejść do Meiji Jingu, gdzie klimat zmienia się kompletnie. Sama świątynia została ukończona w 1920 roku i poświęcona cesarzowi Meiji oraz cesarzowej Shōken. Otaczający ją las nie jest naturalnym reliktem dawnego Tokio. Został zaplanowany i posadzony z około 100 tysięcy drzew przekazanych z całej Japonii, z założeniem, że z czasem stworzy samowystarczalny ekosystem.

Wejście na teren Meiji Jingu jest bezpłatne, a godziny otwarcia zmieniają się wraz ze wschodem i zachodem słońca.

Po wyjściu z tej zieleni można przejść w stronę Takeshita Street i nagle wszystko wraca do typowego Harajuku. Ulica ma około 350 metrów i zaczyna się praktycznie naprzeciwko stacji JR Harajuku. Jest ciasna, bardzo zatłoczona i pełna sklepów z ubraniami, dodatkami, słodyczami, purikurą i rzeczami kierowanymi głównie do młodszej klienteli.

Przejście krótkiej ulicy potrafi zająć znacznie więcej czasu, niż sugerowałaby mapa, bo ludzie zatrzymują się przy witrynach, robią zdjęcia albo stoją w kolejkach. Harajuku ma długą historię związaną z młodzieżową modą i kulturą kawaii, więc Takeshita Street nadal jest jednym z najbardziej charakterystycznych punktów tej części Tokio.

Kilka minut dalej robi się z kolei bardziej elegancko. Omotesando to szeroka aleja obsadzona drzewami, przy której stoją butiki dużych marek, galerie i budynki projektowane przez znanych architektów. Sama nazwa ma też związek z Meiji Jingu, bo ulica była główną drogą prowadzącą do świątyni.

Shinjuku – ogród, Kabukichō i Golden Gai

Shinjuku dobrze rozłożyć na dwie części dnia. Najpierw Shinjuku Gyoen, a dopiero później okolice Kabukichō i Golden Gai, kiedy zaczyna się robić ciemniej i cała ta część miasta nabiera więcej charakteru.

Shinjuku Gyoen to duży ogród, który kiedyś należał do rodziny cesarskiej, a dziś jest ogólnodostępnym parkiem narodowym. Na jego terenie są ogrody w kilku stylach, duże trawniki, stawy, szklarnia i sporo miejsca na zwykły spacer. Przy Tokio pełnym ludzi i zabudowy taki fragment zieleni bardzo dobrze robi jako przerwa między kolejnymi dzielnicami.

Po zmroku można już ruszyć w stronę Kabukichō. To jedna z najbardziej znanych części nocnego Shinjuku, pełna barów, restauracji, hoteli, neonów i wszelkiego rodzaju rozrywki. W ciągu dnia wygląda jeszcze dość zwyczajnie, ale wieczorem zdecydowanie bardziej przypomina to Tokio, które kojarzy się z nocnych zdjęć miasta.

Kilka minut dalej znajduje się Golden Gai. To bardzo mały obszar z sześcioma wąskimi alejkami i około 280 niewielkimi barami. Część lokali mieści dosłownie pięć czy sześć osób, więc skala jest zupełnie inna niż kilka ulic wcześniej w Kabukichō. Większość barów zaczyna działać dopiero wieczorem, często około 20:00, dlatego wcześniejsze przyjście nie ma większego sensu.

Golden Gai przetrwało też w formie, która mocno przypomina powojenne Shinjuku. W czasie gdy większość okolicy wielokrotnie przebudowywano, tutaj zostały ciasne uliczki i bardzo małe lokale ustawione praktycznie jeden przy drugim. Trzeba tylko pamiętać, że część barów działa głównie dla stałych klientów, a zdjęć nie powinno się robić bez zgody.

Toyosu i Ariake – teamLab, Gas Science Museum i centrum przeciwkatastrofowe

Toyosu i Ariake leżą już nad Zatoką Tokijską i zabudowa wygląda tutaj zupełnie inaczej niż w starszych częściach miasta. Jest szerzej, nowocześniej i trochę mniej chaotycznie. My przyjechaliśmy tutaj przede wszystkim dla teamLab Planets, ale skoro byliśmy już w tej części Tokio, dołożyliśmy dwa miejsca, których raczej nie znajdziecie wysoko na standardowych listach atrakcji.

teamLab Planets

📍 Pinezka na Google Maps

Było to zdecydowanie najlepszym z tej trójki i jedną z atrakcji, które najlepiej wspominamy z całego Tokio.

To interaktywna wystawa, przez którą przechodzi się całym ciałem. W części pomieszczeń chodzi się boso przez wodę, w innych otaczają Was światła, lustra, kwiaty i obrazy reagujące na obecność ludzi. Nie oglądacie więc prac stojąc przed ścianą. Wchodzicie bezpośrednio do środka instalacji i przemieszczacie się między kolejnymi przestrzeniami.

Brzmi trochę abstrakcyjnie, dopóki się tam nie wejdzie. Na miejscu szybko okazuje się, że nie trzeba znać sztuki współczesnej ani analizować, „co autor miał na myśli”. Po prostu idziecie dalej i sprawdzacie, co przygotowano w następnym pomieszczeniu.

Nam siadło bardzo. Jest nietypowo, momentami dziwnie, ale przede wszystkim dobrze zrobione. Gdybyśmy mieli z całej tej części Tokio polecić tylko jedno płatne miejsce, wybralibyśmy właśnie teamLab Planets.

Dojście też jest proste. Obiekt stoi minutę spacerem od stacji Shin-Toyosu albo około 10 minut od stacji Toyosu.

Gas Science Museum

📍 Pinezka na Google Maps

Kilka minut dalej znajduje się Gas Science Museum, prowadzone przez Tokyo Gas. Wstęp jest bezpłatny, a wystawy dotyczą między innymi energii, gazu, bezpieczeństwa, środowiska i tego, jak infrastruktura działa w codziennym życiu. Duża część ekspozycji jest interaktywna.

Tyle że tutaj mamy już znacznie więcej zastrzeżeń.

Przede wszystkim muzeum jest mocno nastawione na dzieci. Widać to zarówno po samych stanowiskach, jak i po organizowanych zajęciach. Oficjalny przewodnik Tokio również klasyfikuje je przede wszystkim jako miejsce rodzinne i edukacyjne.

Drugi problem to język. Sporo treści było po japońsku i bez jego znajomości część ekspozycji traciła sens. Da się pochodzić, poklikać w interaktywne stanowiska i coś zobaczyć, ale dorosłej osobie z zagranicy raczej nie polecalibyśmy specjalnej podróży tylko po to muzeum.

Jeśli jesteście już w Toyosu i interesuje Was infrastruktura albo podróżujecie z dziećmi, można zajrzeć. W innym przypadku spokojnie można odpuścić.

Tokyo Rinkai Disaster Prevention Park

📍 Pinezka na Google Maps

Znacznie ciekawszym pomysłem wydało nam się Sona Area Tokyo w Tokyo Rinkai Disaster Prevention Park. Sam park nie powstał wyłącznie jako atrakcja edukacyjna. W przypadku dużego trzęsienia ziemi ma pełnić funkcję jednej z głównych baz koordynacji działań ratunkowych dla całego obszaru metropolitalnego Tokio. Są tutaj miejsca dla służb ratunkowych, zaplecze medyczne, heliport oraz infrastruktura potrzebna do prowadzenia działań po dużej katastrofie.

Dla odwiedzających przygotowano Tokyo Earthquake 72h Tour. I te 72 godziny nie są przypadkową liczbą. Założenie jest takie, że po dużym trzęsieniu zorganizowane działania ratunkowe mogą potrzebować około trzech dni, dlatego przez pierwsze 72 godziny trzeba w dużej mierze polegać na sobie.

Zwiedzanie zaczyna się od scenariusza silnego trzęsienia ziemi. Później przechodzi się przez zaciemniony korytarz i rekonstrukcję uszkodzonego fragmentu miasta, po drodze odpowiadając na pytania dotyczące zachowania po katastrofie. Na końcu trafia się do części poświęconej temu, co przygotować w domu i jak funkcjonować, kiedy przez kilka dni nie działa normalna infrastruktura.

I tutaj mieliśmy trochę mieszane odczucia. Sam temat jest świetny, szczególnie w Japonii, gdzie trzęsienia ziemi są realnym elementem życia. Spodziewaliśmy się jednak trochę bardziej rozbudowanego doświadczenia. Po przejściu całości zostaliśmy raczej z poczuciem: „okej, ciekawe i przydatne”, niż z wrażeniem, że właśnie zobaczyliśmy jedno z najlepszych muzeów w Tokio.

Wejście jest bezpłatne, więc jeśli jesteście w Ariake i temat Was interesuje, można spokojnie zajrzeć. Nie jechalibyśmy jednak przez całe Tokio tylko dla tego miejsca.

Rainbow Bridge

📍 Pinezka na Google Maps

Skoro byliśmy już w Odaibie, to szkoda było nie podejść kawałek dalej i nie zobaczyć Rainbow Bridge z bliska.

Most łączy Odaibę z resztą Tokio i jest jednym z najbardziej charakterystycznych punktów tej części miasta. Otwarty został w 1993 roku, a poza ruchem samochodowym biegnie po nim także linia Yurikamome oraz przejścia dla pieszych. Cała piesza trasa ma około 1,7 km, więc jeśli ktoś ma więcej czasu, może przejść most normalnie z jednej strony na drugą.

Nam wystarczył widok z Odaiba Marine Park i okolic promenady. Stamtąd most dobrze widać razem z panoramą Tokio po drugiej stronie zatoki, a wieczorem dochodzi jeszcze oświetlenie. To właśnie jeden z popularniejszych punktów do oglądania Rainbow Bridge bez włażenia na sam most.

Muzeum Kolejnictwa w Saitamie

📍 Pinezka na Google Maps

Na sam koniec zostawiliśmy sobie perełkę, czyli The Railway Museum w Saitamie. I tutaj akurat nie będziemy silić się na wyważoną opinię. To było jedno z najlepszych muzeów, w jakich kiedykolwiek byliśmy, a w kategorii kolejowej kompletnie zjada to, co znamy z Warszawy.

Z Tokio jedzie się tam mniej więcej 40-60 minut, zależnie od tego, skąd startujecie i jak ułożą się przesiadki. Samo muzeum leży przy stacji Tetsudo-Hakubutsukan, więc po dojechaniu nie trzeba już urządzać sobie kolejnej wyprawy pieszej przez pół Saitamy.

Skala miejsca robi robotę już po wejściu. W głównej hali stoi kilkadziesiąt prawdziwych pojazdów z różnych okresów historii japońskiej kolei. Są parowozy, lokomotywy elektryczne, wagony pasażerskie, starsze składy podmiejskie, Shinkanseny i nawet dawne wagony cesarskie. Na samym pierwszym poziomie znajduje się 36 prawdziwych pojazdów, a cała ekspozycja obejmuje 42 sztuki taboru.

I co ważne, nie chodzi tylko o patrzenie na pociągi zza barierki. Muzeum jest mocno nastawione na rzeczy interaktywne. Są symulatory składów podmiejskich, jest symulator Shinkansena E5. Do części atrakcji obowiązują dodatkowe opłaty i losowanie miejsc w aplikacji muzeum, ale nie są to jakieś turbo duże kwoty.

Jest też ogromna makieta kolejowa, strefy poświęcone historii, technice, pracy kolejarzy i przyszłości transportu. Muzeum pokazuje nie tylko same pociągi, ale też dlaczego kolej działa tak, jak działa, jak wygląda praca maszynisty czy konduktora i jak rozwijały się japońskie systemy bezpieczeństwa.

Dla osób, które lubią mapy, systemy, rozkłady, sygnalizację, technikę i całą tę kolejową precyzję, to jest naprawdę bardzo mocne miejsce. Powiedzmy tak: poziom satysfakcji dla człowieka, który lubi wiedzieć, dlaczego coś działa dokładnie tak, a nie inaczej, jest tutaj wyjątkowo wysoki 😄

Jeżeli interesuje Was kolej choćby trochę, to zdecydowanie pojechalibyśmy do Saitamy specjalnie dla tego muzeum. Aktualnie bilet dla osoby dorosłej kosztuje 1600 JPY, więc jak na skalę muzeum i ilość rzeczy w środku cena jest bardzo rozsądna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *